<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-6573904272927502112</id><updated>2012-01-12T02:12:29.038-08:00</updated><category term='sienicki'/><category term='mazur'/><title type='text'>2 guys 1 blog</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://2guys1.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>r. sienicki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10709744623439255157</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_qIDX3YwMOLc/SbVkehBjCFI/AAAAAAAAAag/7C8YZRGeZUY/S220/r.sienicki.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>16</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6573904272927502112.post-4282356281730009000</id><published>2011-11-15T07:03:00.000-08:00</published><updated>2011-11-15T07:19:52.060-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mazur'/><title type='text'>Pierwszy gong, czyli drugi oddech skrajnej prawicy</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/S9sCauyW0fI/AAAAAAAAAX4/Mai9UAtFZ30/s200/Jblog2.jpg"&gt;&lt;img style="text-align: justify;float: left; margin-top: 0px; margin-right: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 0px; cursor: pointer; width: 100px; height: 99px; " src="http://2.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/S9sCauyW0fI/AAAAAAAAAX4/Mai9UAtFZ30/s200/Jblog2.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nacjonaliści i neofaszyści wierzą w silne państwo. W jego represyjny i wykluczający aparat, który będzie rządził i dzielił, oczyszczając naród z niepożądanych elementów. Nie jest to miła wizja, jednak opiera się na łatwych do przewidzenia zasadach. W ostatni piątek całej Polsce objawił się znacznie groźniejszy przeciwnik, który w odróżnieniu od panów w brunatnych koszulach, nie zamierza trzymać się reguł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mądre telewizyjne głowy, próbując zrzucić winę za listopadowe zamieszki na blokadę, kreują przedziwną wizję schröedingerowskiej przemocy. Przemocy, która bez wpływu z zewnątrz, na przykład kontrmanifestacji, jest nieokreślona, w zasadzie nieważna. W ten sposób zdają się mówić – gdyby nie blokada, faszyzujące kibolskie bojówki nie istniałyby, a wszyscy uczestnicy marszu byliby, zgodnie z oficjalnym wizerunkiem, grzecznymi patriotami. Kreując ten obraz nie tylko zniekształcają rzeczywistość, ale i negują istnienie jak najbardziej &lt;a href="http://tinyurl.com/ceboooj"&gt;prawdziwego i niebezpiecznego zjawiska&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zjawiska, w którym nieważna jest idea budowania państwa. Tu bowiem liczy się sama przemoc. Chaotyczna, skierowana nie tylko przeciwko mniejszościom, ale i porządkowi jako takiemu, Systemowi. To nie jest anarchia, która wierzy, że represyjne państwo można zastąpić więziami obywatelskimi. To sama przemoc, po której nie ma nic. Krótkowzroczna agresja. To społeczny chaos, który atakuje wszystko, co stoi mu na drodze. Chaos, którego nie są w stanie zatrzymać ani kontrolować żadni garniturowi oficjele. Pokazał to ostatni piątek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Chętnych na harce były naprawdę tysiące… Jak wychodziliśmy z daleka w stówkę, to ruszało na nas pięć stówek… naszych, myśląc, że my to antifa. I tak kilka razy… „Blokada”, heh…blokada, którą każdy chce dopaść…&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stare podziały zmieniły swoje znaczenie. Bojówki skrajnego prawa i lewa działały do niedawna na innych zasadach. Nie miały siły politycznej, walczyły w zamkniętych kręgach, organizując akcje najczęściej przeciwko sobie. I choć zakres ich działań znacznie różnił się od siebie – brunatni bili czarnych, lewaków, gejów, żydów, wegetarian i antyfaszystów, zaś antyfaszyści bili brunatnych – stanowili pewien wspólny margines. Oddaleni od głównego dyskursu politycznego działali raczej na lokalnych polach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11 listopada objawiła się jednak trzecia grupa, do tego wspierająca skrajną prawicę. To historyczny dzień, w którym po raz pierwszy stadionowi bandyci zjednoczyli się na skalę krajową. Pokazali, że są w stanie stworzyć ogólnopolską organizację gotową do regularnej wojny z całym światem, który nie odpowiada ich prostej ideologii. Na naszych oczach rośnie prawdziwe niebezpieczeństwo wspierane przez polityków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Wszyscy bez ciśnienia, obok siebie. Ramie w ramie, a nie był to najgrzeczniejszy odłam  wspomnianych ekip. Jak dawno temu obserwowałem wspólną walkę hool’s z Serbii przeciwko pedałom to twierdziłem, że jest to u nas niemożliwe. Niemożliwe nie istnieje.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ciągu dekady powstała świetnie zorganizowana grupa, przez lata szkoląca się w otwartej walce z policją i państwem. Niedawno posiadła też siłę polityczną, jaką ofiarowali jej konserwatywni politycy i publicyści. Dla tej grupy skończył się czas życia w podziemiu. Z tak silnymi narzędziami może przystąpić do zmiany rzeczywistości na swoją modłę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skończył się również czas jednolitych mundurów i pieśni przeciw pieśniom. Bojówki jakie Europa widziała w latach trzydziestych odchodzą w niepamięć. Mamy do czynienia z czymś, o czym pisał Ballard w „Królestwo nadchodzi”. Płynną, ogólnokrajową masą, w której niemal nie sposób odróżnić od siebie zwykłych bandytów i politycznych przywódców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Społeczeństwo ucieka w przeciwne narożniki. W jednym z nich stanął właśnie zawodnik, którego konserwatywni politycy trenowali i karmili przez lata. Ma za sobą pierwszą walkę na dużej arenie i sporą chrapkę na tytuł mistrza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11 listopada zabrzmiał gong, którego echo słyszeć będziemy długo.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6573904272927502112-4282356281730009000?l=2guys1.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://2guys1.blogspot.com/feeds/4282356281730009000/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2011/11/pierwszy-gong-czyli-drugi-oddech.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/4282356281730009000'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/4282356281730009000'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2011/11/pierwszy-gong-czyli-drugi-oddech.html' title='Pierwszy gong, czyli drugi oddech skrajnej prawicy'/><author><name>j. mazur</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11227604801660718348</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/Sd9W8Ndt41I/AAAAAAAAAKs/LaHvI0xNbBs/S220/janeavmini.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/S9sCauyW0fI/AAAAAAAAAX4/Mai9UAtFZ30/s72-c/Jblog2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6573904272927502112.post-6464892355956159958</id><published>2011-07-21T02:33:00.000-07:00</published><updated>2011-07-21T02:34:49.714-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sienicki'/><title type='text'>Umarł Potter, niech żyje Potter!</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_qIDX3YwMOLc/TT6XIkzSs-I/AAAAAAAABUo/Mf6TEdvk5HM/s1600/R2.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="text-align: justify;float: left; margin-top: 0px; margin-right: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 0px; cursor: pointer; width: 100px; height: 99px; " src="http://1.bp.blogspot.com/_qIDX3YwMOLc/TT6XIkzSs-I/AAAAAAAABUo/Mf6TEdvk5HM/s400/R2.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5566052363050071010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dla wielu przygoda z Potterem skończyła się w 2007 roku wraz z publikacją ostatniej części przygód małego czarodzieja. Dla mnie skończyła się ona w zeszły piątek, wraz z premierą ósmego filmu. „Insygnia śmierci 2” okazały się być dużo lepsze niż się spodziewałem. Wydaje mi się, że  od „Komnaty Tajemnic” żadna z części nie zrobiła na mnie tak pozytywnego wrażenia. Wychodząc uradowany z kina, wymachując plastikową różdżką, którą nabyliśmy w kiosku z okazji premiery, zacząłem się zastanawiać czemu moja przygoda z niegdyś-małym-a-teraz-już-całkiem-dużym czarodziejem opierała się wyłącznie na ekranizacjach. Wszyscy dookoła mnie popadali w Potteromanię. Czytali książki o nim, ekscytowali się nadchodzącymi ekranizacjami. A ja nie. Moja mama przyniosła mi kiedyś pierwszą książkę do domu. Wytłumaczyła, że hit, że dzieciaki czytają i są zachwycone. Zacząłem czytać, ledwo zmęczyłem połowę książki i odstawiłem ją na półkę, aby nigdy do tego nie wrócić. Nigdy nie zastanawiałem się czemu tak postąpiłem, miałem jakieś 13 lat, więc argument „to jest głupie” był dla mnie w pełny satysfakcjonujący. A to dziwne, bo przecież uwielbiam historie fantastyczne. Zaczytywałem się przecież we „Władcy Pierścieni” i uwielbiałem przeróżne baśnie. Co poszło nie tak? Wydaje mi się, że właśnie J.R.R. Tolkien może być temu winny. Kiedy przeczytałem jego dzieło, które docelowo skierowane było do nieco starszego czytelnika było mi ciężko przestawić się ponownie na powieść pisaną dla dzieci. Nie ukrywajmy, Potter dorastał z książki na książę i ostatecznie można traktować go jako dorosłą powieść, ale „Kamień filozoficzny” był magiczną bajeczką, z radującymi się dzieciaczkami, magicznymi sowami i zwariowanymi czarami. Będąc dzieckiem chciałem szybko dorosnąć, kiedy już dorosłem, znalazłem pracę i wyprowadziłem się z domu staram się swoje wewnętrzne dziecko trzymać jak najbliżej. Obecnie nie mam najmniejszego problemu z czytaniem historii dla dzieci. Zaledwie miesiąc temu ponownie przeczytałem „Hobbita”, który jest – spójrzmy prawdzie w oczy – książką dla dzieciaków pełną gębą. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie wiem czy kiedyś sięgnę po książki J.K. Rowling. Nie sądzę, by wątki poboczne i rozbudowane historie bohaterów były w stanie przekonać mnie do ponownego przeżycia tej historii. Historii, którą nieźle znam już z ośmiu filmów.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Myślę, że gdyby ekranizacje ni doszły do skutku, a pani Rowling dopiero teraz  rozpoczęła by publikować swoją serię to zatraciłbym się w tej historii kompletnie. Potteromania mnie ominęła i jeśli mam być szczery, trochę żałuję.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6573904272927502112-6464892355956159958?l=2guys1.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://2guys1.blogspot.com/feeds/6464892355956159958/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2011/07/umar-potter-niech-zyje-potter.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/6464892355956159958'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/6464892355956159958'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2011/07/umar-potter-niech-zyje-potter.html' title='Umarł Potter, niech żyje Potter!'/><author><name>r. sienicki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10709744623439255157</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_qIDX3YwMOLc/SbVkehBjCFI/AAAAAAAAAag/7C8YZRGeZUY/S220/r.sienicki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_qIDX3YwMOLc/TT6XIkzSs-I/AAAAAAAABUo/Mf6TEdvk5HM/s72-c/R2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6573904272927502112.post-8846570352739795407</id><published>2011-05-10T10:02:00.000-07:00</published><updated>2011-05-11T11:28:40.455-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mazur'/><title type='text'>Na kij nam papier?</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/S9sCauyW0fI/AAAAAAAAAX4/Mai9UAtFZ30/s200/Jblog2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 100px; height: 99px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/S9sCauyW0fI/AAAAAAAAAX4/Mai9UAtFZ30/s200/Jblog2.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Kiedy przeczytałem ziniolową &lt;a href="http://ziniol.blogspot.com/2011/03/haabaa-gazetka-z-komiksami.html"&gt;recenzję Hałabały&lt;/a&gt;, moją twarz oszpecił grymas zawodu. Po &lt;a href="http://maciejpalka.blogspot.com/"&gt;Maćku Pałce&lt;/a&gt;, amatorze i animatorze polskiego podziemia komiksowego spodziewałem się nieco głębszej analizy niż to, co zaprezentował w swoim, skądinąd sympatycznym, wpisie.  &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Być może był to młyn dnia codziennego albo świszczący odgłos przelatujących dedlajnów – niemniej, coś przeszkodziło mu zauważyć, że nie trzyma w ręku zina, ale jego ironicznego pogrobowca. A ten przecież wcale nie ukrywa swojej prawdziwej natury - poczynając od wstępu, który jasno i prosto wykłada, że Hałabała nie jest kolejnym ziniaczem, ale raczej hołdem dla produkcji ery ksero, po zabawnie naiwny (ale szczery!) manifest sprzed paru lat, napisany przez nastoletniego wtedy kolegę redaktora. Każdy jego element, łącznie z okładką, krzyczy: no weź, my tak dla jaj.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Maciej niby zdaje sobie z tego sprawę, ale pod koniec tekstu zdradza, że wciąż żyje w rzeczywistości, w której ziny mają jakąkolwiek przyszłość. Jego tęskne tony z tego i innych tekstów przypominają niedawne zaśpiewy miłośników zeszytówek. Pomstuje on na bezideowość zinów i brak nowych tytułów, nie zdając sobie najwyraźniej sprawy, że te już nigdy nie wrócą. I to nie ideowe, ale ziny w ogóle. Przynajmniej nie w formie w jakiej je znamy. Oto dlaczego:&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm"&gt;- papier stał się ekskluzywnym nośnikiem, którego użycie przysparza o wiele więcej kłopotu niż wklejenie obrazka w wordpressowy silnik.  &lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm"&gt;- papier jest mniej efektywny w przekazie. W czasach nie tak rozwiniętej blogosfery, twittosfery i fejsbukosfery ziny były najszybszym sposobem artystowskiej komunikacji ze środowiskiem. Jak jest dzisiaj, wszyscy widzą.  &lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm"&gt;- konwenty, festiwale i zebrania w domach kultury już dawno przestały być jedynymi miejscami, w których odbywa się życie środowiska.&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm"&gt;- papier jest wybrednym medium i nie daje takiej możliwości eksperymentu jak komiks cyfrowy. Wystarczy spojrzeć &lt;a href="http://www.lukepearson.com/2009/09/some-people.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt; albo &lt;a href="http://drazebot.deviantart.com/art/webcomic-update-113408144?offset=40#comments"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm"&gt;- po ostatnie – w sieci, tak samo jak w kolportowanym z plecaka ziniaczu, nie ma drapieżnej cenzury. Chyba, że żyjemy w Kanadzie.&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Nie pozostaje nam więc nic innego jak wstać znad zakurzonego nagrobka wmurowanego w komiksowe powązki, otrzeć oczy i powiedzieć: zin umarł, zin nie żyje stary. Po drugiej stronie nie jest wcale tak źle, tu też świeci słońce i od czasu do czasu niebo przecinają klucze nostalgicznych postzinowych inicjatyw.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Wpis wywołał srogą reakcję, dużo mocniejszą niż się spodziewałem i jestem w stanie zrozumieć (to naprawdę aż tak serious business?). W odpowiedzi miałem napisać mniej-więcej to, na co uwagę zwrócił &lt;a href="http://mistrzzaglady.blogspot.com/2011/05/modziez-szumi-modziez-dzga.html"&gt;Mariusz Zawadzki&lt;/a&gt;, czyli o niezrozumieniu na płaszczyźnie pojęć. Użyłem paru skrótów, które mogły zostać opacznie zrozumiane, jak stało się to m.in. z przymiotnikiem "ekskluzywny". &lt;a href="http://komiksyinietylko.blox.pl/2011/05/Ekskluzywny-magazyn-komiksowy-Pojecia-nie-mam-co.html"&gt;Daniel Gizicki&lt;/a&gt; odebrał go inaczej niż chciałem, co prawdopodobnie popchnęło go do wysnucia wniosku, że negatywnie wartościuję ziny. Chyba, że emocjonalna reakcja wynikła z tego, że zwyczajnie go sobą wkurwiam. Co jest całkiem możliwe. &lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Zgadzam się z Mariuszem - rozróżnienie między zinem a magazynem skleiłem zbyt szybko, na doraźne potrzeby dyskusji. Tak to jednak jest, kiedy próbuje się stawiać wyraźny płot na gruncie grząskim i niepewnym. &lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Jako zin rozumiem klasyczny fanzin, ze wszystkimi jego cechami i funkcjami. Jako magazyn rozumiem te publikacje, które ukazują się dzisiaj - Kolektyw, Biceps, Karton. Tytuły, które prezentowaną formą wydania i zawartością zbliżają się mocno do tego, do czego przyzwyczaił nas standard półek empikowych -  skonstruowane tak, aby dotrzeć do możliwie dużej liczby czytelników.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Postaram się podejść do sedna sprawy jeszcze raz.&lt;br /&gt;Poprzez śmierć zinów (fanzinów) nie rozumiem, jak myśli Maciej Pałka, upadku zainteresowania tą formą (choć i z tym mamy do czynienia), ale koniec jej sensowności z powodu powstania lepszej alternatywy. Bo co takiego zin w klasycznym rozumieniu oferuje, czego zaoferować nie może mi sieć? Jutro z rana idę do punktu ksero, coby zrealizować swój postzinowy projekcik, dlatego postaram się odpowiedzieć na to z pozycji autora:&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;- kontakt z innymi fanami?&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;- możliwość swobodnych eksperymentów?&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;- zwykła realizacja twórcza?&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;- zaspokojenie potrzeby atencyjności?&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Każdy, kto widział na oczy dzisiejszą sieć wie, że zin jest tylko słabą namiastką mozliwości, jakie daje internet. Schemat publikacji uległ zmianie. Przykładem niech  będzie ekipa Kolektywu i publikujący się na Komiksowej Warszawie  chłopaki z &lt;a href="http://kops.pl/"&gt;KOPS&lt;/a&gt;. Wszystko zaczyna się właśnie od sieci, która, notabene, również  uczy pokory twórczej (każdemu polecam przyjęcie na klatę paru tuzinów  ostrych komentarzy). Potem dopiero następuje publikacja papierowa, już w tytułach, które z niegdysiejszymi fanzinami nie mają zbyt wiele wspólnego.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Polem do radosnej i błyskawicznej publikacji stał się internet, po nim dopiero następują papierowe wydawnictwa, których status jest z tego powodu już nieco inny niż jeszcze parę lat temu.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;W takim razie dlaczego to robię? Czemu siedzę po nocy nad składem i dymam rano, żeby zdążyć z drukiem? A w imię zabawy formą tego typu publikacji. W imię małego hołdu ideowym zinom z epoki DIY. W imię jajcarskiej niby-rewolucji (patrz zawartość, do zapoznania się na KW).&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;To, co ma dziś sens w klasycznych, hardkorowych zinach to przestarzała forma, do której można odwołać się w ten czy inny sposób, jak robią to twórcy z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hałabały&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6573904272927502112-8846570352739795407?l=2guys1.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://2guys1.blogspot.com/feeds/8846570352739795407/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2011/05/na-kij-nam-papier.html#comment-form' title='Komentarze (26)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/8846570352739795407'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/8846570352739795407'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2011/05/na-kij-nam-papier.html' title='Na kij nam papier?'/><author><name>j. mazur</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11227604801660718348</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/Sd9W8Ndt41I/AAAAAAAAAKs/LaHvI0xNbBs/S220/janeavmini.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/S9sCauyW0fI/AAAAAAAAAX4/Mai9UAtFZ30/s72-c/Jblog2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>26</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6573904272927502112.post-5752317182864149428</id><published>2011-05-05T01:07:00.000-07:00</published><updated>2011-05-05T01:08:55.865-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sienicki'/><title type='text'>Syn marnotrawny powraca do Śródziemia.</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_qIDX3YwMOLc/TT6XIkzSs-I/AAAAAAAABUo/Mf6TEdvk5HM/s1600/R2.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="text-align: justify;float: left; margin-top: 0px; margin-right: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 0px; cursor: pointer; width: 100px; height: 99px; " src="http://1.bp.blogspot.com/_qIDX3YwMOLc/TT6XIkzSs-I/AAAAAAAABUo/Mf6TEdvk5HM/s400/R2.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5566052363050071010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Peter Jackson rozpoczął pracę nad ekranizacją „Hobbita”. Zdjęcia ruszyły już na poważnie, czego wynikiem jest pierwszy materiał z planu. Reżyser pokazuje w nim Bag End. Niby nic nowego, ale muszę przyznać, że oglądając ten filmik – wzruszyłem się. Uderzył we mnie z nostalgiczną siłą. Patrząc na okrągłe zielone drzwi z mosiężną klamką dokładnie na środku, zacząłem wspominać stare czasy. Czasy bez domowego internetu. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pamiętam, że niedaleko domku moich dziadków, gdzie spędzałem wakacje stała kafejka internetowa. Z bratem chodziliśmy tam codziennie (chyba codziennie, aż tak dobrze nie pamiętam) i przesiadywaliśmy na wyszukiwarkach, przegrzebując sieć w poszukiwaniu wiadomości o ekranizacji „Władcy Pierścieni” (Tak, nie szukaliśmy porno. Czasy na porno przyszły później, wraz z domowym komputerem zaopatrzonym w modem. Razem z tymi czasami przyszły też gigantyczne rachunki za telefon). To były wakacje w które zostałem też w świat wykreowany przez J.R.R. Tolkiena wprowadzony, więc miałem trzy miesiące pełne elfów, niziołków i Śródziemia. Czytanie ksiażek wieczorami, a rano wyszukiwanie zdjęć aktorów w kostiumach Hobbitów i drukowanie ich na kawiarenkowym sprzęcie za jakieś grosze. Mój pierwszy hajp. Hajp trochę bardziej uzasadniony niż te obecne. Wcześniej musieliśmy zadowalać się zdjęciami z gazet, czy trzema fotkami, które zamieszczono gdzieś na fanowskiej stronie. Nie byliśmy zalewani fotosami i przeciekami z planu do tego stopnia, że można się porzygać. Jedno zdjęcie owłosionej stopy hobbita robiło więcej niż obecne 14 zdjęć Thora dzierżącego młot. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Problem z mieszkaniem w niewielkim miasteczku ma swoje zalety. Spokój, cisza i dużo pól, łąk i lasów po których można się przechadzać. Wszystko to trafia szlag, kiedy chcesz obejrzeć film zaraz po premierze. To były czasy, kiedy marzyło nam się, aby Polska miała premiery równo z USA. A żeby tego było mało, to w moim miasteczku, owe premiery następowały jeszcze później (wydaje mi się, że niedługo mają grać Titanica). Ale od czego są mamy (a moja pracowała w szkole), więc pociągnęło się kilka sznurków, pogadało z dyrektorką i nauczycielkami i bam! Wycieczka do Warszawy z główną atrakcją – pokazem „Drużyny Pierścienia” zorganizowana. Ach, co to były za czasy! Dwie godziny autokarem pełnym rozkrzyczanych dzieci, tylko po to aby obejrzeć film. Film, który moim zdaniem ani trochę się nie zestarzał. Mówię to na ciepło po ponownym obejrzeniu całej trylogii (ok, została nam jeszcze ostatnia godzina „Powrotu Króla”, bo zapracowanymi ludźmi jesteśmy). Kończę również ponowne czytanie „Hobbita” i tym samym jeszcze bardziej nakręcam się na kolejny powrót Petera Jacksona do Śródziemia. Po obejrzeniu tych krótkich 10 minut z planu – wróciła do mnie cała skrywana gdzieś w środku miłość do fantasy. Z tą tylko poprawką, że tym razem, nie będę musiał wydawać masy pieniędzy na magazyny i książeczki, które przybliżą mi tajniki nadchodzącej ekranizacji.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Boję się tylko, że producenci „Hobbita” pójdą w ślady „Piratów z Karaibów”. Skoro byłem w stanie wydać 50 zł, aby posiadać w swojej kolekcji LEGO figurkę Jacka Sparrowa, to ile pieniędzy wydam, aby mieć Bag End?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6573904272927502112-5752317182864149428?l=2guys1.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://2guys1.blogspot.com/feeds/5752317182864149428/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2011/05/syn-marnotrawny-powraca-do-srodziemia.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/5752317182864149428'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/5752317182864149428'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2011/05/syn-marnotrawny-powraca-do-srodziemia.html' title='Syn marnotrawny powraca do Śródziemia.'/><author><name>r. sienicki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10709744623439255157</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_qIDX3YwMOLc/SbVkehBjCFI/AAAAAAAAAag/7C8YZRGeZUY/S220/r.sienicki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_qIDX3YwMOLc/TT6XIkzSs-I/AAAAAAAABUo/Mf6TEdvk5HM/s72-c/R2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6573904272927502112.post-4431656276454122919</id><published>2011-01-28T09:30:00.000-08:00</published><updated>2011-11-18T09:59:24.437-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mazur'/><title type='text'>Nie wszystko gra.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/S9sCauyW0fI/AAAAAAAAAX4/Mai9UAtFZ30/s200/Jblog2.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/S9sCauyW0fI/AAAAAAAAAX4/Mai9UAtFZ30/s200/Jblog2.jpg" style="cursor: pointer; float: left; height: 99px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 100px;" /&gt;&lt;/a&gt;Polskie środowisko komiksowe charakteryzuje się tym, że podczas wszelkich podsumowań nie sposób uniknąć koleżeńskiego poklepywania po plecach. To oczywiście naturalne, że, wyciągnąwszy rękę w tym ciasnym pokoiku oznaczonym tabliczką „polski komiks”, nie sposób nie trafić w plery kogoś znajomego. Co jasne, fakt bliskich relacji nie wpływa jakkolwiek na stanowione werdykty (choć niekiedy prowadzi do ich wstrzymania, ze strachu przed sprawieniem przykrości), czasem jednak, chcąc nie chcąc, kończy się zabawnymi podejrzeniami o tworzenie karteli wydawniczych czy tajnych grup kontrolujących rynek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak często absurdalne i głupie nie byłyby te skojarzenia, muszę stwierdzić, że fakt przebywania w tak hermetycznym otoczeniu generuje pewien rzeczywisty problem. Siedząc w samym środku komiksowej kipieli, pośród gąszczu pleców, nie sposób czasem dojrzeć i docenić tego, co odbywa się poza nim. Tym właśnie sposobem w większości (poza krótkimi tekstami &lt;a href="http://ziniol.blogspot.com/2011/01/podsumowanie-roku-najlepsze-z-polskich.html"&gt;Pałki &lt;/a&gt;i &lt;a href="http://kolorowezeszyty.blogspot.com/2011/01/678-rok-2010-okiem-tworcow.html"&gt;Sienickiego&lt;/a&gt;) oficjalnych podsumowań 2010 roku zabrakło poważnej wzmianki o jednym z najciekawszych twórców naszego poletka.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Mowa tu o Jakubie Dębskim, szerzej znanym w sieci jako Dem, zaś najszerzej, choć czasem zupełnie anonimowo, jako autor absurdalnych komiksów „&lt;a href="http://www.demland.info/dem/"&gt;duże ilości naraz psów&lt;/a&gt;”. Pod szyldem tego właśnie projektu Kuba dokonał w 2010 roku czegoś, co dla większej części komiksowego towarzystwa wydaje się być niemal niewykonalnym. W ciągu niespełna roku zdołał zainteresować sobą tysiące ludzi, których na co dzień nie interesują produkcje pokroju Blankets czy Trzech Cieni. Co więcej, nakłonił część z tej potężnej gromady do wydania pieniędzy na papierową wersję jego komiksów. I to nie byle jaką – pierwszy zeszyt sprzedał się w liczbie, w której drukowane są popularne publikacje Kultury Gniewu, zaś drugi, wychodzący na dniach, cieszy się nie mniejszym powodzeniem. Oprócz tego, sprzedaje też swoje koszulki i przymierza się (eskpertymentalnie) do wprowadzenia do oferty sklepu jednego ze środowiskowych magazynów – w ramach oswajania czytelników z „normalnym” komiksem. Udało mu się dobrze wykorzystać to, co przed nim osiągnęli inni internetowi twórcy, jak &lt;a href="http://boli.blog.pl/"&gt;au&lt;/a&gt; czy &lt;a href="http://kokoart.net/kokoart2/"&gt;koko&lt;/a&gt;. Udowodnił nie tylko, że na polskim webkomiksie można zarobić, ale przede wszystkim to, że dużą grupę mitycznych „ludzi spoza” można sobą na poważnie zainteresować, nie posiadając przy tym potężnej machiny promocyjnej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Dlatego właśnie uważam Dema za komiksiarza 2010 roku. Nie przesiaduje po warszawskich knajpach, nie wymienia uprzejmości z wydawcami, nie przejmuje się tym, co piszą o nim na branżowych portalach (jeśli w ogóle), ale najzwyczajniej w świecie ostro pracuje nad tym, żeby przyciągnąć do siebie jak najwięcej odbiorców. Nawet, jeśli mają być nimi biurwy z ministerstwa transportu.&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;---------------------------------------------------------&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;EDIT: jak przewidywałem, tekst wygenerował całkiem porządnego flejma, (łącznie 81 komentarzy) za co wszystkim uczestnikom dziękuję. Niestety, padł on ofiarą drapieżnego socialnetworkingu, przez co jego gros odbył się na moim profilu FB. Nic jednak straconego, ciekawych całości &lt;a href="http://img227.imageshack.us/img227/1865/komentarzey.png"&gt;zapraszam tutaj&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oprócz tego, w całą akcję wkręcił się też Piotrek Nowacki, który umieścił na swoim blogasku &lt;a href="http://strip-tiz.blogspot.com/2011/01/dem-i-srodowisko-k.html"&gt;komiksowy komentarz&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6573904272927502112-4431656276454122919?l=2guys1.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://2guys1.blogspot.com/feeds/4431656276454122919/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2011/01/nie-wszystko-gra.html#comment-form' title='Komentarze (23)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/4431656276454122919'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/4431656276454122919'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2011/01/nie-wszystko-gra.html' title='Nie wszystko gra.'/><author><name>j. mazur</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11227604801660718348</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/Sd9W8Ndt41I/AAAAAAAAAKs/LaHvI0xNbBs/S220/janeavmini.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/S9sCauyW0fI/AAAAAAAAAX4/Mai9UAtFZ30/s72-c/Jblog2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>23</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6573904272927502112.post-3073453185848999058</id><published>2011-01-25T01:19:00.000-08:00</published><updated>2011-01-25T01:30:12.145-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sienicki'/><title type='text'>Rok 2010 naprawdę był tak zły?</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qIDX3YwMOLc/TT6XIkzSs-I/AAAAAAAABUo/Mf6TEdvk5HM/s1600/R2.jpg"&gt;&lt;img style="text-align: justify;float: left; margin-top: 0px; margin-right: 10px; margin-bottom: 10px; margin-left: 0px; cursor: pointer; width: 100px; height: 99px; " src="http://1.bp.blogspot.com/_qIDX3YwMOLc/TT6XIkzSs-I/AAAAAAAABUo/Mf6TEdvk5HM/s400/R2.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5566052363050071010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Rok 2010&lt;/b&gt;. Rok kryzysu. Wszystko się wali. Takie podobno chodziły słuchy. Dla mnie miniony rok był naprawdę udany. Co sylwester powtarzasz sobie, że wreszcie zmienisz coś w swoim życiu i nagle niespodziewanie dotrzymujesz danego sobie słowa. Ale tak patrząc dogłębniej - rozbijmy go na kategorie:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;"The Movie"&lt;/b&gt;: początkowo planowałem tylko trzy sezony, ale nie wytrzymałem bez tych postaci nawet roku. Czwarty sezon wrócił, ale pracy nawaliło tyle, że postanowiłem się powyręczać znajomościami. No i udało się też wbić do Stopklatki, co sprawiło, że mogłem podjąć ryzykowną decyzję porzucenia stałej, ciepłej posadki w firmie, która dostarczała mi weny na wieczne twitterowe narzekanie i wyprowadzić się na drugi koniec kraju. Doskonała decyzja i póki co jej nie żałuje. Czekały na mnie zlecenia, Stopklatka i cała masa innych rzeczy - w tym albumowe "TheMovie", które planuje od kilku lat. Powstały już trzy wersje początku, liczę, że rok 2011 pozwoli mi wreszcie opowiedzieć tę historię. Długo nie byłem pewny czy przedłużę "TheMovie" o piąty sezon. Niedawno jednak udało mi się znaleźć doskonałe rozwiązanie, aby seria trwała dalej, ale w nieco innej formie niż dotychczas. Nie chcę jeszcze wchodzić w szczegóły, bo projekt jest wciąż w dość wczesnej fazie rozwoju.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;"Robociki"&lt;/b&gt; seria, którą razem z Demem stworzyliśmy by tłuc ludzi na portalu bitwy.com, a potem jakoś tak przeszła do okazjonalnych szortów. W tym roku wznowiliśmy ich działalność głównie dzięki "Braku zrozumienia dla realizmu". Dzięki temu roboty powróciły w nowym "Kolektywie" i świątecznym specjalu na Kolorowych. Obecnie siedzę nad kolejną ich przygodą do ósmego "Kolektywu". Co dalej, to się okaże.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;"Scientia Occulta"&lt;/b&gt;: to trochę taki projekt roku. Miało być skromnie, a wyszło z pompą. Po skończeniu 3. sezonu "TheMovie" chciałem odpocząć i zacząć osobny paskowiec w innym klimacie. Wymyśliłem historię, narysowałem pasek i się ze wstydu schowałem, bo moja kreska do poważniejszych tematów zupełnie nie podchodzi. Zrobiłem to, co każdy by zrobił na moim miejscu - "przekonałem" Łukasza Okólskiego by to rysował. Zapieprzaliśmy solidnie, ale komiks udało nam się skończyć. W sprzedaży powinien być na Komiksowej Warszawie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;"Kolektyw"&lt;/b&gt;: nasze dziecko rośnie i chowa się dobrze. Ma elegancki grzbiet i lepsze komiksy w środku. Jestem strasznie zadowolony ze strony, w którą magazyn zmierza. Nie będę ukrywał, że z moich serii również jestem zadowolony. To "Recours" i "Drużyna A.K", która zostanie przechrzczona na "Rycerz Janek przedstawia" i skupiać będzie różne szorty osadzone w uniwersum znanym z historii z Rycerzem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Podkasting&lt;/b&gt;: "Schwing" się rozrósł. Dużo bardziej niż spodziewałem się tego, kiedy po pijaku namawiałem Konrada do nagrania pierwszego odcinka. Postanowiłem odejść po 100-tnym odcinku, ponieważ zaczynała mnie nużyć zabawa w radio. Mieliśmy lepszą organizację, lepszy dźwięk i systematyczność, ale drażniło mnie to, że nie mogę przeklinać i mówić bardziej kontrowersyjnych rzeczy. Nie musiałem ich mówić, ale brakowało mi tej psychicznej swobody, że w każdej chwili mogę. Brakowało mi tego luzu, który towarzyszył nam na początku. Tak właśnie narodziła się "Spuścizna". Chciałem gadać z kumplami na przeróżne tematy, bez obaw, że ktoś wyżej da mi po łapach, jeśli przemycę do wypowiedzi malutką "kurwę". Cały czas dorzucamy kolejne pomysły na urozmaicenie podcastu, więc myślę, że zanim dojdziemy do 10 odcinka formuła "Spuścizny" powinna być już porządnie opracowana. Póki co motamy się z kwestiami technicznymi i organizacyjnymi, ale to przecież zabawa, więc nie ma się co spinać, prawda?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Imprezy&lt;/b&gt;: Było ich dużo. To był dla mnie naprawdę imprezowy rok. Postanowiłem nie opuszczać komiksowych spotkań i jeśli dobrze liczę, to jedynie Leszka w tym roku nie zaliczyłem. O każdej z nich da się powiedzieć coś miłego:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- &lt;b&gt;Ligatura&lt;/b&gt;: Bawiłem się doskonale, mimo przeziębienia (które skutecznie odeszło kiedy zacząłem popijać Tabcin piwem). Udało mi się nawet poznać moją dziewczynę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- &lt;b&gt;Wąsata premiera&lt;/b&gt;: Śledziu, Kolektyw i Marek Lachowicz. Wszyscy zapuściliśmy wąsy i bawiliśmy się przednio. Zaskoczenie wieczoru to darmowy egzemplarz "Osiedla Swoboda" (w życiu bym się nie spodziewał, że narysowanie jednego, malutkiego pinupu zapewni mi egzemplarz "autorski"), czyli bonusowa kasa w kieszeni do przepicia. Co też zrobiłem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- &lt;b&gt;FKW&lt;/b&gt;: Cudowna impreza, przynajmniej dla mnie. Cała masa znajomych twarzy i bar z alkoholem pod ręką. Największe zakupy w moim życiu. Do domu przywiozłem chyba 11kg komiksów i odciski na dłoniach od noszenia torby.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- &lt;b&gt;Bydgoszcz:&lt;/b&gt; kameralny wieczór z tańczącym KaeReLem i naprawdę niesamowitym hostelem. Tanio i na wysokim poziomie. Cztero-gwiazdkowy hotel w którym nocowałem na wyjeżdzie służbowym nie był tak przytulny.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- &lt;b&gt;BFK:&lt;/b&gt; striptiz, komiksy i plaża. Czego chcieć więcej od wyjazdu nad morze?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;- &lt;b&gt;MFK:&lt;/b&gt; jak zawsze klasa. Wielkie wydarzenie, duża impreza i kupa zabawy. Gdybym tylko nie rozchorował się na samo after-party. Ale wspominam bardzo miło!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rok temu pisałbym te słowa w mieszkaniu rodziców, zapewne o godzinie 22, bo trzeba będzie szykować się do snu. Obecnie jest godzina 3:13, mieszkanie rodziców jest prawie 600 km stąd, a ja jutro wstanę pewnie po 12 i zacznę poprawiać ten tekst. Usiądę wygodnie, podrapię się po brodzie, łyknę herbaty i z uśmiechem spojrzę na 2011 rok. Rok w którym dostanę w łapki mój pierwszy gruby twardo-okładkowy album. Rok w którym po raz kolejny zabiorę się za "Festiwal Filmowy". Rok, który jeśli Wszechświat pozwoli, będzie przynajmniej w połowie tak dobry, jak poprzedni.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czego sobie i wam życzę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chyba, że wasz rok 2010 ssał.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wtedy nie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;---------------------------------------------------------&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;tekst napisany na potrzeby portalu &lt;a href="http://kolorowezeszyty.pl/"&gt;kolorowezeszyty.pl&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6573904272927502112-3073453185848999058?l=2guys1.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://2guys1.blogspot.com/feeds/3073453185848999058/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2011/01/rok-2010-naprawde-by-tak-zy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/3073453185848999058'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/3073453185848999058'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2011/01/rok-2010-naprawde-by-tak-zy.html' title='Rok 2010 naprawdę był tak zły?'/><author><name>r. sienicki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10709744623439255157</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_qIDX3YwMOLc/SbVkehBjCFI/AAAAAAAAAag/7C8YZRGeZUY/S220/r.sienicki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_qIDX3YwMOLc/TT6XIkzSs-I/AAAAAAAABUo/Mf6TEdvk5HM/s72-c/R2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6573904272927502112.post-4937555688998568453</id><published>2011-01-19T09:17:00.000-08:00</published><updated>2011-12-21T13:10:17.301-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mazur'/><title type='text'>Co nas smuci, co nas podnieca.</title><content type='html'>&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/S9sCauyW0fI/AAAAAAAAAX4/Mai9UAtFZ30/s200/Jblog2.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/S9sCauyW0fI/AAAAAAAAAX4/Mai9UAtFZ30/s200/Jblog2.jpg" style="cursor: pointer; float: left; height: 99px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 100px;" /&gt;&lt;/a&gt;Skłamałbym potwornie, gdybym powiedział, że tworzenie magazynu komiksowego nie jest świetną przygodą. Obecność w zespole redakcyjnym daje możliwość produkowania wyjątkowego przekazu; razem dobieramy komiksy, które potem, w postaci smukłego tomiku, trafiają na półki i stoliki nocne tych, z którymi nigdy nie zamieniliśmy ani słowa. Godzą się oni (ba, nawet za to płacą) na nasz grupowy monolog – odbicie naszego gustu, naszych zapatrywań na to, co wartościowe i fajne. Wreszcie, Kolektyw, pomimo skromnego nakładu, daje niewielkie poczucie spełnienia – oto moja praca została uwieczniona. Nie zginie gdzieś za zakrętem internetu, albo, przy pierwszym padzie serwera, ugrzęźnie na czyimś twardym dysku. Jest zaraz obok, na półce, w szufladzie, tak samo rzeczywista jak szafka, w której stoi.&lt;/div&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Nie tylko to, jednak, kazało nam w dniach konwentów ciągnąć ze sobą ciężkie paczki wypchane zeszytami. Przy pracy nad kolejnymi numerami poznawaliśmy coraz więcej fantastycznych ludzi, dzięki którym, tak tak, poznawaliśmy ich jeszcze i jeszcze. Bo magazyn to nie sam fetysz.&lt;/div&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Pamiętam jak trzy i pół roku temu dumnie rozsadziliśmy się na MFKowej giełdzie. Odrobinę w rogu, na sali, w której odbywały się małe konkursy. Czuliśmy się jak u siebie. Kurtki tuzina osób leżały rozwalone za krzesłami, przy samym stoliku siedziała spora wiara, z czego tylko jedna osoba sprzedawała komiksy. Reszta podpisywała egzemplarze i gadała, drugie tyle po prostu stało. Wszystko to czyniło atmosferę swojskiej rozpierduchy – okruchy kanapek leciały na zeszyty, a kupujący musieli przedzierać się przez tłumek autorów i znajomych, żeby móc w ogóle coś zobaczyć. Fakt, momentami irytowaliśmy się, że część potencjalnych czytelników może w ogóle nie dotrzeć do stoiska, jednak po chwili wszyscy machali na to ręką. O to przecież chodziło w konwencie – spotkać się ze znajomymi, pogadać przy bułce z serem, podpisać się na Kolektywach paru osób, ba, czasem nawet takich, których w ogóle się nie znało! Tak było jeszcze do zeszłego roku, kiedy, po małej depresji czwartego numeru, piąty wszedł na salony. Uzbrojony w nową formę, inny wygląd i oczywiście – szpanerski grzbiet. Wszyscy byliśmy dumni.&lt;/div&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Oto właśnie, na kolejnym MFK, przyszło mi stanąć na stoisku Timofa – mojego nadwydawcy.&lt;br/&gt;Zza szpaleru albumów i zeszytów rozłożonych po ladzie, patrzyłem na dwa przeciwległe stoliki zajmowane przez moich znajomych – Dema i Japonfana. W milczeniu oglądałem, jak wokół nich gromadziło się identyczne zbiegowisko, jak te, które, jeszcze nie tak dawno zbierało się wokół mnie. Zbiegowisko, na które przy profesjonalnym stoisku nie było miejsca.&lt;/div&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Wtedy właśnie dotarło do mnie, jak duża zmiana dokonała się przez ostatni rok. Kolektyw przestał być zinem. Został magazynem pełną gębą, z ISSNem, kodem kreskowym i legalną działalnością. Co więcej, stał się magazynem docenianym w środowisku, również przez ludzi, którzy wcześniej patrzyli na nas z lekką drwiną. Ma ładny grzbiet, stylową okładkę, fajne logo, niezgorszy zestaw komiksów w środku, sprzedawany jest na dużym, często odwiedzanym stoisku. Elegancko, legalnie. Przez to jednak uleciał gdzieś czar siermiężnej, naiwnej partyzantki. Czyste hobby zmieniło gdzieś po drodze swój kształt. Jasne, wciąż przynosi masę, masę radochy, ale już w odrobinę inny sposób.&lt;/div&gt;&lt;br/&gt;&lt;br/&gt;&lt;div align="JUSTIFY" style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Jestem dumny z tego, co udało nam się przez ten czas osiągnąć. Rzeczy, jak wszystko wokół, podlegają zmianie. I nawet jeśli stają się lepsze, większe, bardziej doceniane, gdzieś poza tym wszystkim, zostaje lekki smutek.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6573904272927502112-4937555688998568453?l=2guys1.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://2guys1.blogspot.com/feeds/4937555688998568453/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2011/01/co-nas-smuci-co-nas-podnieca.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/4937555688998568453'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/4937555688998568453'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2011/01/co-nas-smuci-co-nas-podnieca.html' title='Co nas smuci, co nas podnieca.'/><author><name>j. mazur</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11227604801660718348</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/Sd9W8Ndt41I/AAAAAAAAAKs/LaHvI0xNbBs/S220/janeavmini.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/S9sCauyW0fI/AAAAAAAAAX4/Mai9UAtFZ30/s72-c/Jblog2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6573904272927502112.post-5503483883395995307</id><published>2010-11-15T12:24:00.000-08:00</published><updated>2011-02-01T02:55:20.631-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mazur'/><title type='text'>Pozdrawiam wszystkich palaczy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/S9sCauyW0fI/AAAAAAAAAX4/Mai9UAtFZ30/s200/Jblog2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 100px; height: 99px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/S9sCauyW0fI/AAAAAAAAAX4/Mai9UAtFZ30/s200/Jblog2.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Każdy z nas wie, jak dobrze na samopoczucie wpływa słoneczne popołudnie spędzone w parku. Powodowany tą wiedzą, w jeden z pogodnych, ciepłych dni, postanowiłem złapać pod pachę koc i naładować swoje baterie przed nadchodzącą jesienią.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Już po krótkiej chwili dziurawe podeszwy moich trampek rozkosznie gniotły znajdującą się pod nimi trawę i wszelkie małe stworzenie, które nieopatrznie obrało ją sobie za dom. Nie minęła minuta, gdy upatrzyłem sobie idealne miejsce na relaks. Podszedłem do niego i, gdy miałem już rozłożyć znajdujący się pod moją pachą kocyk, drogę zastąpił mi mały sznaucer. Taki pies. Jego pysk symbolizował charakterystyczne dla małych stworzeń szczęśliwe skretynienie. Intruz przykucnął, po czym udekorował małym prezentem moje Idealne Miejsce. Zrozpaczony patrzyłem jak ciepły, ciemnobrązowy walec osiada powoli i nieubłaganie na kawałku trawy, którego tak bardzo pragnąłem.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Załamany odwróciłem się w przeciwnym kierunku i spostrzegłem właściciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Przepraszam, to pański pies?&lt;/p&gt; - Ta. - odparł wąsaty mężczyzna,  którego imponujący brzuch symbolizował najwyraźniej  poziom jego  samozadowolenia.&lt;br /&gt;- No to właśnie się zesrał.&lt;br /&gt;- No i?&lt;br /&gt;- Bo wie pan, ja w tamtym miejscu  chciałem się położyć.&lt;br /&gt;- To połóż się pan obok.&lt;br /&gt;- Z kupą przy głowie?&lt;br /&gt;- To znajdź se inne miejsce, co za  problem.&lt;br /&gt;- Nie może pan go wyprowadzać  gdzieś indziej? Tam, niedaleko, między krzaki na przykład.&lt;br /&gt;- Nie. On lubi tu srać, zawsze tu  sra i nikt mi nie zabroni go tu wyprowadzać. Połóż się pan  gdzie indziej.&lt;br /&gt;- Ale wszystko inne dookoła jest  już zasrane.&lt;br /&gt;- To do innego parku pojedź, w Łazienkach psów nie ma, tam trawniki są czyste.&lt;br /&gt;- Ale to pół godziny stąd, a ten  park mam zaraz pod domem.&lt;br /&gt;- Chuj mnie to boli, daj mi pan  spokój – uciął mój rozmówca, po czym, czule zwracając się  do pupila, wyprowadził go alejką dalej, w głąb parku.     &lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Sfrustrowany i zniechęcony postanowiłem, że resztę dnia spędzę w domu.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Parę miesięcy później uchwalone zostało prawo zobowiązujące właścicieli do sprzątania efektów obecności swoich milusińskich. Można powiedzieć, że dzięki temu parki oddane zostały wszystkim – zarówno zwolennikom koców, jak i posiadaczom psów. Z tą różnicą, że ci drudzy musieli zmienić swoje zachowania, aby miejsce to uczynić przyjazne dla każdego, bez wyjątku. Na całe szczęście, wtedy nikomu nie przyszło do głowy nazwać wchodzące prawo dyskryminacją.  &lt;/p&gt;   &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Dziś, piętnastego listopada, pozdrawiam wszystkich palaczy.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6573904272927502112-5503483883395995307?l=2guys1.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://2guys1.blogspot.com/feeds/5503483883395995307/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2010/11/pozdrawiam-wszystkich-palaczy.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/5503483883395995307'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/5503483883395995307'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2010/11/pozdrawiam-wszystkich-palaczy.html' title='Pozdrawiam wszystkich palaczy'/><author><name>j. mazur</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11227604801660718348</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/Sd9W8Ndt41I/AAAAAAAAAKs/LaHvI0xNbBs/S220/janeavmini.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/S9sCauyW0fI/AAAAAAAAAX4/Mai9UAtFZ30/s72-c/Jblog2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6573904272927502112.post-615353340733085556</id><published>2010-04-30T08:56:00.000-07:00</published><updated>2011-12-21T12:48:14.667-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mazur'/><title type='text'>W kuchni kartki szybko wilgotnieją...</title><content type='html'>&lt;style type="text/css"&gt;  &lt;!--   @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm }   P { margin-bottom: 0.21cm &lt;/style&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;...czyli: czemu "komiks kobiecy" to kiepski pomysł?&lt;/span&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/S9sCauyW0fI/AAAAAAAAAX4/Mai9UAtFZ30/s1600/Jblog2.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5465965231003324914" src="http://2.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/S9sCauyW0fI/AAAAAAAAAX4/Mai9UAtFZ30/s200/Jblog2.jpg" style="cursor: pointer; float: left; height: 99px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 100px;" /&gt;&lt;/a&gt;Przed czterema dniami odbył się festiwal Komiksowa Warszawa. Niezwykle zacna inicjatywa, którą miałem przyjemność, na miarę moich skromnych możliwości, wesprzeć. Oprócz giełdy, tradycyjnych pogadanek z autorami, autografów i innych atrakcji, miejsce miał panel dyskusyjny o "komiksie kobiecym". Na tymże panelu padały różne zdania, jednak dwa z nich przykuły moją uwagę mocniej niż pozostałe.   &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Cytuję z pamięci za &lt;a href="http://www.comixgrrrlz.pl/"&gt;Sylwią Kaźmierczak&lt;/a&gt;:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;„Komiks jest bardzo zmaskulinizowany, przez co kobietom trudno jest przebić się na przykład w zinach. Mam koleżanki, które nie mogły, więc wysłały swoje prace za granicę i teraz w tamtejszych zinach robią kariery”&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Po chwili milczenia poprzedzonej solidnym „WTF”, pojawiają się pytania: czy Pani Sylwia wie cokolwiek o scenie zinowej? Miała w ręku ziny wydane w ciągu ostatnich paru lat? Nie pomnę wszystkich pozycji, bo czytałem je dość wyrywkowo, ale w samym Kolektywie, w ciągu trzech lat od jego powstania, robiło sześć babeczek: Ewa Jędrzejczak, Katarzyna Witerscheim, Sara Sapkowska, Ewa Zaremba, Olga Wróbel i Una Odya; tej ostatniej powierzyliśmy zmianę wizerunku magazynu.&lt;br /&gt;Nie wiem kim są koleżanki Sylwii Kaźmierczak i do jakich zinów wysyłały swoje prace. Pamiętam jak sam, wraz z kolegami z redakcji, odrzuciłem parę komiksów zrobionych przez dziewczyny. Może były wśród nich właśnie te. Nie zrobiłem tego dlatego, że ich autorki miały cycki. Nie, te komiksy były kiepskie. Po prostu. To była najzwyklejsza w świecie, uformowana w kadry i plansze kupa. Jak i sporo innych propozycji nadesłanych nam przez facetów. Co więcej, śmiem twierdzić, że proporcjonalnie do liczby komiksów przyjętych, odrzuciliśmy więcej prac narysowanych przez mężczyzn niż kobiety.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Zapytam się wprost - skąd w ogóle pomysł, że w jakimkolwiek zinie brana jest pod uwagę płeć twórcy? Ta bzdurna teza jest o tyle bolesna, że odebrałem ją jako cios prosto w moje (wciąż pełne naiwnego entuzjazmu) zinowe serduszko. Tym bardziej, że owe serduszko bije do każdego twórcy, bez względu na jego identyfikację genderową.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Kolejną kwestią poruszoną przez redaktorkę Comix Grrrlz jest to, jak „męskie komiksy fałszują rzeczywistość”. I tutaj już nie zareaguję kolejnym gromkim „WTF”, bo, być może, pewien wycinek komiksowego światka umknął mojej uwadze. Nie czytam wszystkich komiksów wydanych w Polsce – zwyczajnie mnie na to nie stać. W żadnym z tych, które znam, nie dostrzegłem maskulinistycznego fałszu, dlatego też zdrowy rozsądek podpowiada mi, że owe fałszowanie rzeczywistości jest bujdą. Niemniej, wolałbym poczekać na kogoś bardziej kompetentnego w tej sprawie. Zapraszam do komentarzy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Po panelu nadszedł czas na dyskusję. Jako jedyny pojawił się nieco trolujący głos Kingpina, który mam zamiar podchwycić.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Dlaczego nie podoba mi się "komiks kobiecy"?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Nie mam problemu z samym nazewnictwem – gdyby chodziło o niepotrzebną systematyzację, puściłbym to, podobnie jak reszta środowiska, mimo uszu. Otóż, "komiks kobiecy" nie podoba mi się, bo niesie ze sobą pewne zagrożenie dla samych komiksiar. Pierwszy problem zaczyna się wraz z wyznaczeniem desygnatu „komiksu kobiecego”. Czy szorciaki Uny, gdzie głównymi bohaterami są faceci, to komiksy kobiece? A może komiksy koko, gdzie zawsze głównymi bohaterkami są kobiety, to komiksy kobiece?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Mi osobiście, jak i wielu innym, ten termin kojarzy się z historiami rysowanymi przez kobiety, o "kobiecych" sprawach, co nasuwa proste skojarzenia z niezbyt wysoką literaturą spod znaku Pani Grocholi. Dodatkowo, podobną charakterystykę podają zwolenniczki nazwy. Niepokoi mnie to, bo „komiks kobiecy” to niezwykle nośna etykieta, co widać było na festiwalowym panelu. Ponadto, co sugeruje nazwa kategorii, niewiele trzeba, by zaczęła obejmować wszystkie damy tworzące komiksy, a co by nie mówić, kategoria „od kobiet, dla kobiet” jest straszliwie upupiająca i ograniczająca. I tego właśnie się boję. Boję się, że dziewczyny walczące dziś o utworzenie komiksu kobiecego w rzeczywistości pracują nad niewygodną metką, od której, za parę lat, przyszłe komiksiary będą z trudem próbowały się uwolnić. A przecież nas, pryszczatych fanów opowieści obrazkowych dla dzieci, nic nie boli bardziej niż niesłusznie dolepiona, wykluczająca etykieta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tych, którzy nie dali się strolować tytułowi, zapraszam do komentarzy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6573904272927502112-615353340733085556?l=2guys1.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://2guys1.blogspot.com/feeds/615353340733085556/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2010/04/w-kuchni-kartki-szybko-wilgotnieja.html#comment-form' title='Komentarze (27)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/615353340733085556'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/615353340733085556'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2010/04/w-kuchni-kartki-szybko-wilgotnieja.html' title='W kuchni kartki szybko wilgotnieją...'/><author><name>j. mazur</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11227604801660718348</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/Sd9W8Ndt41I/AAAAAAAAAKs/LaHvI0xNbBs/S220/janeavmini.png'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/S9sCauyW0fI/AAAAAAAAAX4/Mai9UAtFZ30/s72-c/Jblog2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>27</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6573904272927502112.post-185689815938661832</id><published>2010-03-23T12:24:00.001-07:00</published><updated>2010-04-13T09:27:59.952-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sienicki'/><title type='text'>Bele vs Organizacja czasu</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qIDX3YwMOLc/S8SbeALRa-I/AAAAAAAABPI/HNGGCV9qwhE/s1600/Rblog.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 100px; height: 99px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qIDX3YwMOLc/S8SbeALRa-I/AAAAAAAABPI/HNGGCV9qwhE/s200/Rblog.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5459659588025543650" /&gt;&lt;/a&gt;Moja klawiatura nieco zardzewiała, więc postanowiłem ją rozruszać trochę bardziej osobistą notką. Ja, ja, ja.&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: normal; "&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Mam naprawdę fantastyczny rok. Zdecydowanie jest bardziej wycieczkowo niż kiedykolwiek. To było moje noworoczne postanowienie – więcej ruszać się z fotela. Małymi kroczkami odczepiać się od świata wirtualnego i wykorzystać zaoszczędzone pieniądze (poza kupowaniem dvd) do zwiedzenia paru miast w których nigdy nie byłem, bądź byłem dawno. Takim spodobem udało mi się zaliczyć &lt;i&gt;Ligaturę&lt;/i&gt; w Poznaniu, nagrać na żywo &lt;i&gt;Schwing!&lt;/i&gt; we Wrocławiu oraz odwiedzić brata w Gdańsku. Przede mną jeszcze &lt;i&gt;Sobota Komiksowa&lt;/i&gt; w Bydgoszczy, &lt;i&gt;Komiksowa Warszawa&lt;/i&gt; (której się obawiam, że albo nie sprosta moim oczekiwaniom, albo że ktoś umrze z nadmiaru dobrej zabawy) i wychwalany w zeszłym roku &lt;i&gt;Bałtycki Festiwal Komiksowy&lt;/i&gt;. A to dopiero pierwsza połowa roku.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: normal; "&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Jest też plan pisania więcej. Pisania dużo. Notki na blogu co tydzień. Jak widać. Pomysły były, ale z organizowaniem czasu wychodzi gorzej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jestem naprawdę beznadziejny w kwestii organizowania sobie czasu i brania się do roboty. Od momentu otwarcia notatnika zdążyłem obejrzeć wszystkie obecnie dostępne zwiastuny nowej serii &lt;i&gt;Doctora Who&lt;/i&gt;, ułożyć puzzle z bohaterami &lt;i&gt;Torchwood&lt;/i&gt;, kilka razy zerknąć na twitter, mimo że obiecałem sobie z tym skończyć, a nawet – co jest rekordem – położyć się spać i wrócić do pisania następnego wieczoru.&lt;/div&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: normal; "&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Uwielbiam obkładać się projektami. Czasu mam mało, a głowa pęka od ilości historii, które tylko czekają by je opowiedzieć. Lubię mieć zawsze coś do roboty i uwielbiam mieć w zanadrzu kilka pomysłów na zagospodarowanie sobie wolnego czasu, jeśli ten kiedykolwiek nastanie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: normal; "&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Niecały rok temu zakończyłem &lt;i&gt;TheMovie&lt;/i&gt;, by już nigdy do tego nie wrócić i zająć się jakimiś nowymi projektami. Nowe projekty powstały, a do &lt;i&gt;The Movie&lt;/i&gt; i tak wróciłem. Bo jestem leniwym rysownikiem i nie chciało mi się wymyślać nowych postaci, gdy stare wciąż mają potencjał. Ale jest jeden mały problem. O ile pierwsze 3 sezony miały z góry ustalony plan i opowiadały (lepiej lub gorzej) pewną historię, o tyle nie mam zielonego pojęcia dokąd zmierza nowa seria. Może to i dobrze? Może dzięki temu całość wyjdzie bardziej spontanicznie i obędzie się bez wymuszonych wątków romantycznych, które być musiały, bo tak od początku było zaplanowane, aby historia mogła zatoczyć koło.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: normal; "&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;A kilka dni temu ruszyła &lt;i&gt;Scientia Occulta&lt;/i&gt;. Nie będę ukrywał, to właśnie ona jest głównym powodem tej notki. Od dawna kusiło mnie zrobienie czegoś w tym klimacie. Dużą inspiracją było oczywiście moje zaczytywanie się w trejdach z Johnem Constantinem, a kiedy Mike Carey napisał Felixa Castora uznałem, że ja też chcę mieć taką postać. Tak powstał Clay. No cóż, nie do końca tak. Fun fact, który jest znany tylko kilku osobom – pierwotnie to ja miałem rysować Scientię. Jeszcze wtedy nie nazywała się tak jak teraz, a Clay nie posiadał imienia. Zaplanowałem ten komiks jako swoją odskocznię po &lt;i&gt;TheMovie&lt;/i&gt;. Narysowałem jeden pasek i troszkę zakryłem się wstydem, bo nie jestem zbyt dobrym rysownikiem. Zwłaszcza jeśli trzeba narysować coś mrocznego. Użyłem więc podstępu i opowiedziałem Łukaszowi (który już wtedy rysował do mojego scenariusza serię &lt;i&gt;Recours&lt;/i&gt;) o tym projekcie z nadzieją, że łyknie przynętę. Łukasz nakręcił się na rysowanie, a ja mogłem rozbudować historię o sceny, których sam nigdy bym nie narysował. Dzięki temu mamy jeden z najlepiej narysowanych webkomiksów w Polsce. Mam jedynie nadzieję, że scenariusz dorówna rysunkom.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: normal; "&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Wciąż siedzę też nad scenariuszem do drugiego (chociaż myślimy o nim jak o świeżym starcie) &lt;i&gt;Rycerza Janka&lt;/i&gt;. Pierwsza wersja scenariusza wróciła od potencjalnego wydawcy z kilkoma konstruktywnymi uwagami. Przysiedliśmy porządnie i wprowadziliśmy masę zmian. Teraz usiłujemy znaleźć wolny wieczór, aby na czysto wszystko spisać. Nowa przygoda Janka będzie większa, mocniejsza i bardziej dramatyczna. Będzie też zabawniejsza niż wszystkie poprzednie. Rozbudowaliśmy znacznie świat oraz wprowadziliśmy kilka ciekawych postaci pobocznych. Niektóre z nich miały przypadkiem więcej szczęścia niż inne. Mówię o gangu karłów, których przygody można śledzić w nowych numerach &lt;i&gt;Kolektywu&lt;/i&gt;. Drużyna karłów odgrywała dość istotną rolę w pierwotnej wersji scenariusza, a po zmianach będą musieli się zadowolić jedynie niewielkim cameo. Co nie znaczy, że nie powrócą w kolejnych tomach. Na nie oczywiście pomysły są. Myślę, że nigdy nie skończą mi się pomysły na przygody &lt;i&gt;Rycerza Janka&lt;/i&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="white-space: normal; "&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Jestem w tym roku strasznie twórczy. Moje pisarskie ego jest na tyle pewne siebie, że staram się sprawdzać w różnych gatunkach. Od komedii, poprzez obyczaj, sensację, thiller, na sci-fi kończąc. Zrobię podsumowanie za rok i zobaczymy jak mi ten rozstrzał wyjdzie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Książkę też chyba napiszę. A, co?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6573904272927502112-185689815938661832?l=2guys1.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://2guys1.blogspot.com/feeds/185689815938661832/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2010/03/bele-vs-organizacja-czasu.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/185689815938661832'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/185689815938661832'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2010/03/bele-vs-organizacja-czasu.html' title='Bele vs Organizacja czasu'/><author><name>r. sienicki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10709744623439255157</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_qIDX3YwMOLc/SbVkehBjCFI/AAAAAAAAAag/7C8YZRGeZUY/S220/r.sienicki.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_qIDX3YwMOLc/S8SbeALRa-I/AAAAAAAABPI/HNGGCV9qwhE/s72-c/Rblog.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6573904272927502112.post-5985593745466907723</id><published>2009-12-22T11:06:00.000-08:00</published><updated>2011-12-21T13:00:59.815-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mazur'/><title type='text'>Christmas Special II, czyli...</title><content type='html'>&lt;a href="http://img515.imageshack.us/img515/4730/naglowekgwiazdka.png"&gt;&lt;img alt="" border="0" src="http://img515.imageshack.us/img515/4730/naglowekgwiazdka.png" style="cursor: pointer; display: block; height: 100px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 573px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co potrafi zepsuć święta? Nie mam oczywiście na myśli tego zwyczajnego, chwilowego zepsucia, ale permanentnie tkwiącą z tyłu głowy szpilkę, która zniekształca widzenie świata na tyle, że mimo białego śniegu i wszechobecnych kolęd chodzę naburmuszony. Gdy poszukałem pamięcią odrobinę wstecz, zauważyłem, że każdemu okresowi przedświątecznemu towarzyszył mi nieprzyjemny, mały wnerw. Taki nieduży gość, który non stop, przy większym stężeniu świątecznej radochy w powietrzu, uporczywie poprawiał głębokość nakłucia wyżej wspomnianej igły. Przyczyna wnerwu okazała się leżeć nie tak znowu daleko – w okresie koszulek z system of a down, produkowania kiepskich opowiadań i posiadania zaszczytnej pozycji klasowego zjeba – w czasie młodzieńczego, gimnazjalnego buntu.  &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Wtedy to, wiedziony słusznym i sprawiedliwym gniewem, psioczyłem pod nosem na Konsumpcjonistyczną Hucpę, w jaką zmieniły się Święta Bożego Narodzenia. Jak wiele idei i przyzwyczajeń z tamtego okresu, także i to wyryło się w mojej głowie kapitalikami. Podobne marudzenie słyszę od niemałej liczby osób, choć nie wiem czy wszyscy świadomi są gimnazjalnego rodowodu swoich narzekań. Oczywiście, można irytować się na to, że religijny obrządek, będący dla niektórych okazją do zadumy i spotkań z rodziną jest cyniczne wykorzystywany przez wielkie korporacje, jednak czy aby na pewno to one narzucają nam taki obraz świąt? Czy przypadkiem nie odpowiadają już tylko na nasze oczekiwania?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Jestem dziwką dla wszelkich rytuałów. Nie w znaczeniu religijnym ( od pewnego czasu niewiele mam z nimi wspólnego) ale w tym prostszym, społecznym. Na przykład koncert metalowy albo sylwester na miejskim placu – wspaniałe, masowe wydarzenia. Ta energia tłumu złączonego we wspólny oddech, te światła, wybuchy, euforia!... Tak, jestem emocjonalnym tandeciarzem. Dlatego nie lubię, gdy ktoś mi w tym słodkim tandeciarstwie przeszkadza się zatopić. Cały przedświąteczny ruch, napędzany przez wszystkich, od wielkich koncernów po osiedlowe sklepiki, wydawał mi się przez długi czas tandeciarstwem złym, bo kompletnie pustym i cynicznym. I to jest dokładnie clue mojego niegdysiejszego świątecznego wnerwu – przekształcenie fajnego wydarzenia w sklepową wydmuszkę.  &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Wracając jednak do tradycji – ostatnio natknąłem się na &lt;a href="http://img683.imageshack.us/img683/3057/1258629000bysmoli500.jpg"&gt;&lt;b&gt;następujący demotywator&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;. Z początku wydawał mi się kompletnie naturalnym spostrzeżeniem. Ot, jakiś intelektualny gimbus sportretował wspólne wspomnienia ludzi dorastających w latach dziewięćdziesiątych, naszą tożsamość...&amp;nbsp; Tak jest, nasze wspomnienia zamknięte już nie między kartami popękanego albumu, ale w kolorowych pudełkach i butelkach, kadrach z fotostory w Bravo. Od pewnego czasu język wspólny pokoleń jest budowany w takiej samej mierze na podstawie ważnych wydarzeń, jak i marek handlowych. Spostrzeżenie może i banalne, ale naprowadziło mnie do pewnego wniosku. O nim już za sekundę, poruszę jeszcze jedną rzecz.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;Jak wiemy, kościół katolicki, przeprowadzając ekspansję na słowiańskie tereny, święta pogańskie podmieniał swoimi, ustanowionymi w tych samych terminach. Dokładnie ten sam los spotkał obchodzone niegdyś obrzędy zmiany czasu zimowego na letni, przejścia z nocy do dnia – radosne święto, które odbywało się, jakże by inaczej, 24 grudnia, w przeddzień owej zmiany – przesilenia zimowego. Na tym mniej-więcej polega tradycja wynaleziona – na zamierzonym wytwarzaniu zwyczajów i treści, którym przypisuje się odwieczność i „tradycyjność”. Żeby spojrzeć jeszcze bliżej – mamy wizerunek mikołaja stworzony w latach trzydziestych przez CocaColę, dziś uważany przez niektórych za symbol iście tradycyjny. Wszystko to prowadzi do dosyć prostego wniosku – święta wcale się nie psują. Już nie. One powoli przekształcają się w kompletnie nową treść, zawierającą czerwonych mikołajów, renifery, masę prezentów i Johna Mclane'a. Świat reklamy i popkultury obecnie już nie tyle tworzy, ile powiela stworzony parę dekad wcześniej schemat. I tak w zasadzie, to czemu nie? Ten bardziej świecki model, polegający głównie na wymianie prezentów, spotkań z rodziną i udziału w stworzonych na potrzeby okresu świątecznego wydarzeniach (świąteczne filmy, komiksy) chyba naprawdę mi odpowiada. Zresztą, patrząc prawdzie w oczy – czy cokolwiek, co zawiera w sobie Johna Mclane'a może być kiepskie?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;I mimo, iż powyższe wynurzenia mogą wydać się banalne, dzięki nim wreszcie mogę się w pełni zrelaksować. Wyciągnąć swobodnie nogi, zapuścić płytę z metalowymi przeróbkami kolęd, a następnie przyjąć całym sobą reklamy z cocacolowymi tirami i opowieść wigilijną 3D w kinie. I zamiast boczyć się na nowe, w spokoju popatrzeć jak nadchodzi. Czego Wam wszystkim w te święta życzę.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6573904272927502112-5985593745466907723?l=2guys1.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://2guys1.blogspot.com/feeds/5985593745466907723/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2009/12/christmas-special-ii-czyli.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/5985593745466907723'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/5985593745466907723'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2009/12/christmas-special-ii-czyli.html' title='Christmas Special II, czyli...'/><author><name>j. mazur</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11227604801660718348</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/Sd9W8Ndt41I/AAAAAAAAAKs/LaHvI0xNbBs/S220/janeavmini.png'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6573904272927502112.post-5429069824904114914</id><published>2009-12-19T01:17:00.000-08:00</published><updated>2009-12-19T01:19:51.402-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sienicki'/><title type='text'>Christmas Special</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://nowas.nazwa.pl/2g1b/04-hogswatch.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 573px; height: 100px;" src="http://nowas.nazwa.pl/2g1b/04-hogswatch.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie będę ukrywał. Zawsze lubiłem i nadal lubię zimę. Miła odmiana po miesiącach pełnych błota i deszczu. Śnieg wygląda ładnie. Jest czyściutki i skutecznie zakrywa to całe gówno leżące na ulicach. Oczywiście zima ma do siebie to, że lubi nas zaskoczyć. W tym roku również przyszła niespodziewanie i zarzuciła śnieżycą, kiedy ubrałem trampki i lekką kurtkę. Każdy też musi przyliczyć obowiązkową zimową wyjebkę. Ja mogę ją już odhaczyć z listy. Kiedy tak leżałem przed biurem z twarzą w lodowato zimnej zaspie przypomniało mi się co tak naprawdę lubię w zimie. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W zimie lubię siedzieć w domu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z głośników wydobywają się radosne świąteczne kawałki, za oknem mróz, a ja trzymam stopy na gorącym kaloryferze. Moi rodzice zawsze starali się wpoić mi, że święta to czas, kiedy nie wolno się niczym przejmować. Przyjąłem to do wiadomości i zacząłem podświadomie traktować ten czas jako doskonałą wymówkę by mieć na wszystko wyjebane. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tegoroczny sezon przedświąteczny trwa już pełną gębą. Właściwie od października, bo wtedy to na jeden dzień postanowił do nas zawitać śnieg. Niektórzy sprzedawcy uznali wówczas, że skoro biały puch przykrył kilka samochodów to najwyższy czas, aby rozwiesić lampki. Rozpoczął się coroczny świąteczny taniec. Chwilę później poleciało “Last Christmas” i wyjechała ciężarówka Coca-Coli.  Przynajmniej tak słyszałem, bo sam unikam telewizji jak ognia. W ciągu ostatnich dwóch lat odpaliłem telewizor dosłownie dwa razy. Na trzy low-kicki Pudzianowskiego i na “Kevina samego w domu” podczas zeszłych świąt. Co roku puszcza go polsat, a ja co roku narzekam, że ramówka nie zmienia się od dobrych 20 lat. Rok temu zatrzymałem się na chwilę i zacząłem się zastanawiać kiedy ostatnio widziałem ten film. Włączyłem. Bawiłem się świetnie. Skoro puszczają go ponownie, to wnioskuję, że wciąż zbiera sporą widownię. Jest to świetny film dla dzieciaków, więc zapewne co roku ma sporo nowej widowni. No i jestem pewien, że co roku znajdzie się kilku takich jeleni jak ja, którzy postanowią obejrzeć film, który chociaż na chwilę pozwoli im cofnąć się myślami do prostszych czasów. W tym roku jednak nie wybieram się na spotkanie z młodym McCallisterem. Co za dużo to niezdrowo, a nie chcę aby ten film zbrzydł mi tak jak “Baśka” Wilków. W tym roku będę mógł skupić swoją uwagę na innym wigilijnym hiciorze. “Witaj święty mikołaju” zdaje się być rozsądnym wyborem. I brzmi jak powrót do dzieciństwa, którego naprawdę ostatnio potrzebuję. Zaczynają mnie przytłaczać te wszystkie zmiany dookoła mnie. Śluby, przeprowadzki, dzieci.  Przedwczoraj w pracy oglądałem nagranie z jasełek w których występował syn kolegi. Najpierw poczułem się strasznie staro, a potem przypomniałem sobie jak lata temu sam występowałem w takim przedstawieniu. To był wielki szoł. Dwa występy w ciągu jednego dnia. A ja byłem gwiazdą. No dobra, gwiazdą nie byłem. Grałem pastuszka, ale nie byle jakiego pastuszka. “Pastuszek #1” tak było w scenariuszu. Miałem nawet scenę śpiewaną. Za pierwszym razem. Przed drugim występem reżyserka poprosiła mnie bym po prostu nucił. Moje pięć minut sławy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dlatego właśnie postanowiłem niedzielę spędzić w łóżku. Grube skarpety i gorące kakao pod ciepłą pierzyną. Zamówiłem sobie nawet na tę okazję świąteczne filmy na dvd, aby wprawiły mnie w radosny nastrój. Niestety paczka nie dojechała, więc zmuszony byłem opracować sobie plan B. Skarpety, kakao i trylogia “Powrót do przyszłości” Zemeckisa. Nie jest to świąteczny film, wiem. Dlatego na wieczór wrzucę do odtwarzacza “Szklaną Pułapkę” i ład znów zapanuje we wszechświecie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6573904272927502112-5429069824904114914?l=2guys1.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://2guys1.blogspot.com/feeds/5429069824904114914/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2009/12/christmas-special.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/5429069824904114914'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/5429069824904114914'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2009/12/christmas-special.html' title='Christmas Special'/><author><name>r. sienicki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10709744623439255157</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_qIDX3YwMOLc/SbVkehBjCFI/AAAAAAAAAag/7C8YZRGeZUY/S220/r.sienicki.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6573904272927502112.post-2839693864445377871</id><published>2009-07-24T03:52:00.000-07:00</published><updated>2009-07-24T03:54:22.363-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sienicki'/><title type='text'>O tegorocznych blockbusterach. So far.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.nowas.nazwa.pl/belewicz/belewicz/bele03.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 573px; height: 100px;" src="http://www.nowas.nazwa.pl/belewicz/belewicz/bele03.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Sezon na efektowne blockbustery rozpoczał się na dobre. Co drugi film goszczący u nas obecnie w kinach to przepełniona efektami specjalnymi sieczka. Z jednej strony źle, bo przeważnie są to filmy, cóż niezbyt dobre. Z drugiej strony jednak – czy może być coś lepszego w wakacje niż traktujący widza jak kompletnego idiotę film o cholernie wielkich robotach?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety tegoroczny sezon wakacyjny nie zaczął się najlepiej. Sczególnie jeśli bierzemy pod uwagę rok poprzedni, który zaserwował nam takie smakowite ciastka jak “Indiana Jones”, “Mroczny Rycerz” czy “Iron Man”.&lt;br /&gt;W tym roku na pierwszy ogień poszedł “Wolverine”. Wszyscy wiemy jak źle się to skończyło. Lata oczekiwania, a przyszło nam obejrzeć film ze scenariuszem pisanym przez 5-latka. Film według którego twórców jedynym sposobem na pokazanie, że główny bohater nie jest zadowolony z obecnej sytuacji to rozłożenie rąk i krzyczenie w niebo. Mówiąc szczerze, to właśnie zrobiłem kiedy seans się skończył.&lt;br /&gt;Do tej pory też milczałem odnośnie starcia z finałowym wrogiem – Deadpoolem. Po prostu nie byłem w stanie. Jako wielki fan Wade'a Wilsona (a moja miłość powiększa wraz z każdym nowym zeszytem) czułem się jakby Gavin Hood przerzucił najlepszą postać z uniwersum Marvela przez biurko i zgwałcił ją analnie na moich oczach. Ciągle nie mogę się zdecydować co było gorsze – filmowy Deadpool, czy słynny w niektórych kręgach filmik ze śrubokrętem, którego linka tutaj nie przytoczę.&lt;br /&gt;I niech mi ktoś odpowie czemu szpony Logana wyglądają gorzej niż w produkcji sprzed 9 lat? Pojąć tego nie mogę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Agonię przerwał “Star Trek” w wersji JJ Abramsa – kolesia od przeciętnego “Lost” (nie zrozumcie mnie źle, to początkowo był dobry serial – dopiero ostatnie sezony pokazały, że jednak od samego początku zaplanowany był on jako serial bardzo kiepski).&lt;br /&gt;Nigdy nie byłem fanem Star Trek. Ani oryginalej serii, ani wersji z Kapitanem Pickardem (która to częściej leciała w telewizji podczas mojej młodości). Jednak kiedy zobaczyłem pierwszy zwiastun do odświezonej wersji mój wewnętrzny nerd zaczął piszczeć z podniecenia. Aby go zaspokoić i uciszyć obejrzałem parę odcinków serialu (wersja oryginalna z Kirkiem. William Shatner stał się od tamtej pory moim nowym Davidem Hasselhoffem) oraz kilka losowo wybranych filmów z całej masy Star Trekowych kinówek. Niektóre były złe (“Star Trek:The Motion Picture”), niektóre tylko trochę lepsze (“Gniew Khana”), a niektóre były naprawdę niezłymi filmami SF (“Pierwszy Kontakt”, “Pokolenia”). Jednak nic co obejrzałem w zaciszu kina domowego nie było w stanie przygotować mnie na to co dostałem dzięki magii kina. Potrzebowałem porządnego filmu SF wypełnionego efektami specjalnymi – dostałem rewelacyjnie zrobiony film SF, który na dodatek nie był straszliwie głupi. Oczywiście, jeśli zaczniemy się nad nim głębiej zastanawiać to wyłapie się całkiem sporo czarnych dziur w scenariuszu. Ale po co? Nowy “Star Trek” dostarcza doskonałej rozrywki od samego początku, aż do napisów końcowych. Czysty nerd-gazm. Ginęli nawet kolesie w czerwonym. Jeśli ktoś zapyta o sequel to ja mówię – yes please.&lt;br /&gt;Jednak z tymi sequalami radziłbym się mimo wszystko nie zapędzać. Można się sparzyć. Jak na nowym Terminatorze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zabrał się za niego McG, który bardziej znany jest z TV, gdzie robi całkiem niezłe seriale – między innymi mój ulubiony “Supernatural”. W kinie, cóż nie jest najlepiej. Znany jest jako gość od nowych “Aniołków Charlie'go”, które oprócz zgrabnych aktorek nie miały kompletnie nic. “Terminator: Ocalenie” kontynuuje kiepską linię tego reżysera. Wszyscy oczekiwali mrocznej wizji przyszłości, którą widzieliśmy podczas future-forwardów w pierwszych filmach, a dostaliśmy bezsensowne bieganie za dnia, Christiana “Szczękościsk” Bale'a, który nie wnosi nic do fabuły i całkiem sympatyczną historię Marcusa (Sam Worthington), która skrywa wielką tajemnicę. Oczywiście tajemnica zostaje nam wyłożona w zwiastunie, a jeśli ktoś nie ogląda zwiastunów to z pewnością wywnioskuje ją z pierwszych minut filmu. Całości nie ratuje nawet kilku sekundowy występ Arnolda. A raczej “Arnolda”, bo mamy do czynienia z ciałem Rolanda Kickingera z serialu “Son of the Beach” na którego komputerowo nałożono buźkę Gubernatora. Jednym słowem, nie da się tego oglądać. Za jasno, nie trzyma się kupy, kiepskie rozwiązania fabularne i nikt nie przenosi się w czasie. Hasło na plakacie głosi “początek końca”. Myślę, że dla tej serii to już jest koniec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początek wakacji zostały nam “Transformers”. Tak, zajebiście wielkie roboty bijące się pięściami po mechanicznych twarzach. Rzecz, której nie da się spierdolić.&lt;br /&gt;A jednak Michael Bay dokonał cudu i to spieprzył. Ten film powinien być prosty do zrealizowania. Trzeba wymyślić jakąś fabułę, która daje pretekst, aby roboty się tłukły. Tutaj zamiast robotów dostaliśmy rodzinne problemy Shia LeBoufa (który, tak swoją drogą, byłby całkiem niezłym Yorykiem w ekranizacji “Y: The Last Man”). Bo oczywiście wszyscy po to poszliśmy do kina. Chcieliśmy zobaczyć jak matka płacze, jak syn jedzie do collegu, jak Shia nie potrafi wyznać Megan Fox miłości oraz jak matka zjada ciasteczka z ganją (super śmieszna scena, prawie ze śmiechu wyszedłem z kina). Kogo tam by obchodził Optimus Prime, kiedy możemy dostać super slapstickową komedię rodem z seriali familijnych Disneya. Tylko dubbingu brakowało.&lt;br /&gt;Między nami mówiąc jednak – sceny z robotami też zostały zniszczone. Dostajemy całą masę nowych robotów, żeby zachęcić widza. Mamy więc robo-kobiety (nie pamiętam ich fachowych nazw. Mój mózg jest już i tak przeładowany zbędnymi informacjami), które pojawiają się na 30 sekund na początku filmu, by w połowie  zginąć od jednego uderzenia. Mamy też dwóch bliźniaków, którzy wywoływali salwy śmiechu na sali, potwierdzając, że ludzie są idiotami skoro bawią ich takie rzeczy. Te postacie były wprowadzone do filmu tylko po to, aby w ważnym momencie zacząć przepychanki i odkryć przypadkowo miejsce przechowywania ważnego dla fabuły artefaktu. Fantastyczny sposób na zmarnowanie milionów dolarów, które poszły na efekty specjalne.&lt;br /&gt;Wiedzieliście, że metal się starzeje? Nie mówię o rdzewieniu i takich tam. Mówię o starym robocie, którego przywrócono do życia w tym filmie. Kiedy myślę o jednym z pierwszych transformerów, to widzę robota mało zaawansowanego technicznie. Najwyraźniej kiedy Roboty są stare to wykształca im się długa metalowa broda, do dłoni wpada długa metalowa laska i zaczynają chodzić jak Pan Magoo.&lt;br /&gt;Cała masa nowych postaci, a i tak w filmie główne skrzypce grają Megatron, Bumblebee i Optimus Prime. Ten ostatni jest jednak najjaśniejszą gwiazdą filmu. Awansował z dobrego obrońcy na agresywnego wojownika. Czasami mam wrażenie, że aż za bardzo. Bo czy pozytywny bohater powinien rozrywać gołymi metalowymi rękoma głowę przeciwnika krzycząc “Dawaj mi swoją twarz!”?&lt;br /&gt;Strach pomyśleć co będzie w części trzeciej, która już została zapowiedziana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tegorocznym sezonie blockbusterów zostali jeszcze “G.I. Joe”. Na ten film jednak się nie nastawiam (w przeciwieństwie do Janka, który dzisiaj z samego rana oznajmił mi telefonicznie, że plakaty są tak zajebiste, że musi to jak najszybciej zobaczyć). W porównianiu z poprzednimi filmami, których zwiastuny były naprawdę małymi dziełami sztuki – zwiastun “GI Joe” prezentuje się naprawdę fatalnie. Chociaż, kto wie? Może w tym właśnie jest nadzieja? Może będzie to film, który zaskoczy nas wszystkich swoją oryginalnością i wciągającą, inteligentną fabułą?&lt;br /&gt;Przekonam się o tym za jakiś czas – kiedy film wyjdzie już na DVD i będzie można obejrzeć go sobie w zaciszu kina domowego. Póki co, mam dość wysokobudżetowych produkcyjniaków.&lt;br /&gt;Robię sobie od nich przerwę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaraz po nowym filmie o Potterze.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6573904272927502112-2839693864445377871?l=2guys1.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://2guys1.blogspot.com/feeds/2839693864445377871/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2009/07/o-tegorocznych-blockbusterach-so-far.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/2839693864445377871'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/2839693864445377871'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2009/07/o-tegorocznych-blockbusterach-so-far.html' title='O tegorocznych blockbusterach. So far.'/><author><name>r. sienicki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10709744623439255157</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_qIDX3YwMOLc/SbVkehBjCFI/AAAAAAAAAag/7C8YZRGeZUY/S220/r.sienicki.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6573904272927502112.post-6728864385483977712</id><published>2009-05-24T14:53:00.000-07:00</published><updated>2011-02-01T02:56:41.917-08:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mazur'/><title type='text'>Jak stałem się rowerowym terrorystą.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/ShnK6TNfIlI/AAAAAAAAAMQ/OSvbxFusqbM/s1600-h/ride.png"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 573px; height: 100px;" src="http://nowas.nazwa.pl/ride.png" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5339521936162497106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co roku, wraz z nastaniem ciepłego sezonu, wzbiera we mnie pierwotna chęć by przerwać trwający całe miesiące Cykl Regeneracyjny*, wyjść na zewnątrz i czerpać garściami z darów wiosennej aury. Bowiem wbrew pozorom, jestem jednym z tych wyjątkowych ludzi, którzy dwuklasują komiksiarza z człowiekiem dbającym o chyżość swojego ciała. W miesiące zimowe realizuję się na basenie i okazyjnie na dojo... no ale ileż można? Jest słońce i ciepłe powietrze – trzeba wykorzystać. Niestety, nie mam z kim grać w kosza czy siatkę, a głupie dzieciaki z podwórka naskarżyły na mnie rodzicom, kiedy próbowałem włączyć się do ich gry. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; font-style: normal; text-align: justify;"&gt; &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Wybór padł więc na sport jednoosobowy – rower. &lt;/span&gt; &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Powiem szczerze, że już oczami wyobraźni widziałem siebie pedałującego z gracją po leśnych ścieżkach. Jednak, gdy tylko wyjechałem swoją maszyną ze sklepu**, coś się zmieniło...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Z jednej strony wiedziałem, że to tylko... no, rower. Dekadę wcześniej podbijałem na podobnym parki i sąsiednie podwórka. Teraz jednak, gdy trochę podrosłem i okazało się, że całe miasto stoi przede mną otworem... poczułem, że zostałem uwolniony z ograniczeń, jakie narzucała na mnie metropolia. Wcześniej, sposób, w jakim poruszałem się po stolicy, zdeterminowany był trasami komunikacji publicznej. Kierunek i czas uzależnione były od sztywnych rozkładów autobusów, tramwajów i metra. Dzięki rowerowi... uwolniłem się z ograniczeń przestrzeni miejskiej. Serio. I wierzcie lub nie, ale poczucie takiej małej niezależności to cholernie przyjemne uczucie. Dodatkowo, mocy dodaje przeświadczenie, że jedyne, od czego zależą moje możliwości komunikacyjne, to ja sam. Siła nóg i płuc. Nic więcej. Żaden korek, tłum na przejściu czy spóźniony autobus. Miasto jest moje. Stałem się panem chodników (tych mniej uczęszczanych) i księciem ulic (tych mniej ruchliwych).&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Oczywiście, oprócz zmiany perspektywy, z jakiej patrzyłem na miasto, zmienił się też sposób w jaki postrzegałem rower. Wcześniej kojarzył mi się z geriatryczną rekreacją – ot, do pojeżdżenia po lesie, ew. jako ćwiczenie kondycji w drodze na uczelnię. Teraz wiem, że przede wszystkim jest to alternatywny, a przy tym najtańszy i jeden z najszybszych środków transportu miejskiego.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Cóż, najwyraźniej jestem prostym chłopcem i taka zmiana perspektywy zrobiła na mnie wrażenie.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;   &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Podniecony nowymi horyzontami zacząłem symultanicznie przeglądać sieć pod wiadomym kątem. Po chwili klikania natrafiłem przypadkiem na zjawisko, o którym słyszałem już wcześniej – &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ostre_ko%C5%82o"&gt;ostre koło&lt;/a&gt;. Zanim zacząłem jeździć, pomysł na sztywne połączenie pedałów z kołem (czyli wyeliminowanie tzw. wolnego biegu) wydawał mi się durny i pozerski. Teraz jednak, kiedy zrozumiałem na czym polega Potęga pokonywania miasta na jednośladzie, oczy mi się zaszkliły...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;      &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=dLTI-ogtmro"&gt;sami zobaczcie.&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;(swoją drogą, w pewnym momencie, główny bohater filmiku doskonale charakteryzuje intencje moje i pozostałych warszawiaków)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Moją pierwszą reakcją, tuż po opadnięciu wzwodu, było: Jezusie, to jest esencja roweru! Bez zbędnych wspomagaczy i balastu. Czysty przewodnik między siłą fizyczną a ruchem. No i dodatkowo, jeżdżąc na ostrym jest się kimś. Członkiem alternatywnej społeczności, która za nic ma obowiązujące przepisy i kaprysy kierowców, która pogardliwym wzrokiem spogląda znad swych kierownic na karne rzesze szarych ludzi, którzy codziennie, z bezsensownymi celami wtłoczonymi w ich słabe głowy... nie, zaraz. Ciągle piszę o rowerach?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Po chwili ochłonąłem i dotarło do mnie, że ostre koło &lt;a href="http://rollot0masi.blox.pl/2008/10/Dlaczego-nie-ostre-kolo.html"&gt;nie jest takie do końca fajne&lt;/a&gt;. Dodatkowo, perspektywy zezłomowania własnych kolan i zakończenia linii hamowania jako ozdoba czyjejś karoserii zrobiły swoje.&lt;br /&gt;Póki co, naprawdę sporo radochy daje mi mój (trochę już przerobiony - czuję, że to jedna z tych niekończących się inwestycji) rower crossowy.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Okej, teoria teorią, ale praktyka niekiedy wygląda &lt;a href="http://rollot0masi.blox.pl/2009/01/Rower-w-wielkim-miescie.html"&gt;zdecydowanie mniej różowo&lt;/a&gt;. &lt;/span&gt; &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Jeżdżąc na rowerze czuję się jak członek niezbyt lubianej grupy społecznej. Pal sześć przechodniów spacerujących po zwykłym chodniku, którzy nie zauważyli nadjeżdżającego rowerzysty. &lt;/span&gt; &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Co innego ludzie, którzy z niewyjaśnionych przyczyn upodobali sobie czerwień ścieżki rowerowej. Nie mam pojęcia co w niej takiego jest, ale cholernie często widuję obrazek, na którym wszyscy pieszy, zamiast chodnikiem, idą właśnie ścieżką. Mimo, że tamten jest szerszy i zupełnie pusty. Jest ktoś, kto mógłby mi to wyjaśnić?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Dodatkowo, poza paroma wyżej wspomnianymi trasami (które często przecinają jedną ulicę w poprzek po 5 razy, kończą się w kretyńskich miejscach i ewidentnie wyrysowane były przez kogoś z ciężko uszkodzonym błędnikiem) w tym mieście absolutnie nic nie pomaga w jeździe. Na ulicy, zamiast wydzielonego pasu, każdemu przysługuje zderzak kierowcy jadącego z tyłu. Albo z przodu. Zależnie od temperamentu jazdy. Na chodniku zaś czekają urocze ozdobniki w postaci starych bab z siatami zajmujących pół szerokości ścieżki, głupich pind z pieskami i upośledzonych rodziców patrzących radośnie jak ich pociechy pakują się prosto pod koła.  Co więcej, większość mieszkańców ewidentnie nie znosi rowerzystów. Kierowcy i pieszy, starzy i młodzi. Pełna równość. Bo to niebezpieczne. Lekkomyślne, chamskie. Z resztą, wszyscy powinni jeździć samochodami. To jest dopiero postawa godna odpowiedzialnego obywatela.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Czarę goryczy przelała sytuacja, która ostatnio mi się przydarzyła.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zajechałem rowerem do położonego niedaleko mnie supermarketu. Na zewnątrz nie było oczywiście żadnych stojaków. Kiedyś istniały, ale ktoś je pewnie skroił na złom. Nie zastałem nawet słupa czy znaku drogowego. Czegokolwiek. Po wejściu do sklepu (z rowerem pod pachą) zapytałem się uprzejmie jednej z kasjerek czy nie zerknęłaby na mój pojazd w czasie, gdy będę załatwiał niewielkie zakupy. Odparła, że kierownik nie zgadza się na wprowadzanie rowerów. Poszedłem zatem do wyżej wzmiankowanego. Ten stwierdził, że nic nie poradzi, dura lex sed lex, i że generalnie to już mój problem. Od tamtego czasu jeżdżę na zakupy gdzie indziej.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;   &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Niestety, strzelenie focha na sklep nie dało takiej satysfakcji jakiej oczekiwałem. Poczułem chęć zemsty pełnej i odpowiednio spektakularnej. Postanowiłem, w imieniu własnym jak i innych rowerzystów, wyjść z małą terrorystyczną inicjatywą... i tutaj miała być puenta tekstu w postaci odpowiedniej propagandy i strony do tejże. &lt;/span&gt; &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Póki co, sesja trzyma mnie w uścisku uniemożliwiającym podobne zabawy. Bele zaś powiedział, że ukręci mi jaja, jeśli do dzisiaj na blogu nie pojawi się żadna notka. A ja całkiem lubię swojej jaja. Tak więc, niestety, pełnia sprawiedliwości dokona się w terminie późniejszym, gdy tylko ochłonę po sprawach uczelnianych. Nie regulujcie odbiorników.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;  &lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;    &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;* Okej, siedzenie przed fukung.net&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;** &lt;a href="http://www.legion-serwis.com.pl/"&gt;Legion Serwis&lt;/a&gt;. Polecam wszystkim zainteresowanym. Dobra obsługa i do tego zlokalizowany jest bezpośrednio na ścieżce rowerowej prowadzącej do puszczy kampinoskiej.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6573904272927502112-6728864385483977712?l=2guys1.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://2guys1.blogspot.com/feeds/6728864385483977712/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2009/05/o-tym-jak-staem-sie-rowerowym.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/6728864385483977712'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/6728864385483977712'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2009/05/o-tym-jak-staem-sie-rowerowym.html' title='Jak stałem się rowerowym terrorystą.'/><author><name>j. mazur</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11227604801660718348</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_QlQ6mzxU-Nc/Sd9W8Ndt41I/AAAAAAAAAKs/LaHvI0xNbBs/S220/janeavmini.png'/></author><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6573904272927502112.post-1490734590400363019</id><published>2009-05-07T13:55:00.000-07:00</published><updated>2009-05-07T23:53:50.993-07:00</updated><title type='text'>O superherosach i ich ciasnych rajtuzach.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.nowas.nazwa.pl/belewicz/belewicz/bele02.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 573px; height: 100px;" src="http://www.nowas.nazwa.pl/belewicz/belewicz/bele02.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Myślę, że większość pisanych przeze mnie tekstów zaczyna się tak samo. Przeważnie od “dawno nie pisałem...” oraz lamerskim tłumaczeniem się. Tym razem jednak rozpocznę od “Ostatnio byłem w kinie na...”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na “Wolverine” byłem. I co by złego nie mówić o tym filmie (a dużo złego jest do powiedzenia) to bawiłem się świetnie. Zaważył na tym fakt, że jestem wielkim fanem filmowych mutantów. Nigdy nie przepadałem za publikowaną przez TM-Semic wersją komiksową czy serialem animowanym emitowanym swego czasu na Fox Kids. Po prostu nie przemówiły do mnie ich plastikowe, kolorowe kostiumy w których paradowali w dzień po mieście (ostatnio zauważyłem, że zwykli ludzie nosili tam normalne ubrania, więc nie wiem czemu nikt na tych pojebańców nie zwracał uwagi). W wersjach filmowych ich fatałaszki są bardziej subtelne i nie rzucają się tak w oczy. Nawet jeśli X-Men po części nawiązuje do mniejszości homoseksualnych, to przecież nie każdy gej nosi wielki różowy kapelusz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;“Originowy” Wolverine jest nieco inny niż ten, którego znamy z Singerowo-Rattnerowej trylogii. Po pierwsze nie ma swojej klasycznej fryzury, którą zastąpiły zwykłe dłuższe włosy. Fatalny błąd, bo ta fryzura była moim zdaniem częścią Logana. Zmiana jej to trochę jak urżnięcie uszu Batmanowi. Takich rzeczy się nie robi. Po drugie – Logan jest tu młody i niestety jest jeszcze miętusem. Mam nadzieję, że ten problem rozwiążą w drugiej części (bowiem pierwszy film się dobrze sprzedał i prace nad sequelem już ruszyły) i ktoś wytłumaczy Wolverine'owi, że jeśli masz zajebiste adamantowe szpony to ich używasz do ciachania niezliczonej ilości wrogów. Proste.&lt;br /&gt;Teraz internet rozsadzają złe recenzje i fatalne opinie o tym filmie, jednak nie przypominam sobie, aby równie głośno było podczas premiery filmu “Spirit” Franka Millera. Filmu, który był zdecydowanie gorszy od przygód Rosomaka. Frank, który pomagał przy realizacji “Sin City” - jednej z najlepszych ekranizacji komiksowych w historii – najwyraźniej bacznie obserwował pracę Roberta Rodrigueza na planie. Niestety niczego się z tych obserwacji nie nauczył, więc jego film wygląda niesamowicie sztucznie i drętwo. Pomijam już naprawdę beznadziejny scenariusz. Jednak gniewnych krucjat nie było. Nikt nie wołał o pomstę i nikt nie poszedł wzorem filmowego Wolverine'a i nie rozłożył rąk krzycząc ku niebu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma się co dziwić, bo zanim na scenę wkroczył “Mroczny Rycerz” Nolana, na ustach fanów był tylko jeden film - “przewspaniałych” “300”. Filmidło o bijących się w slow motion półnagich kolesiach pod wodzą Gerarda Butlera. Gerard swoją drogą był nawet przez niektórych fanów typowany jako pewny kandydat na Oscara. Nie twierdzę, że nie jest z niego kawał utalentowanego skurwiela. Jest aktualnie chyba jednym z najbardziej wszechstronnych aktorów. Widziałem go w dramatach, komediach sensacyjnych i romantycznych. Cholera, gość nawet zaśpiewał jako “Upiór w Operze”, ale Oscar za Leonidasa? Ta rola wymagała od niego noszenia majtek i wypowiadania kwestii krzykiem.&lt;br /&gt;Film ma jednak wielki fanbase (to w końcu najbardziej dochodowa ekranizacja komiksowa w tym kraju), więc aby pogrążyć się jeszcze bardziej pochwalę “Strażników”. “Strażnicy” byli rewelacyjnym komiksem i tak samo dobry wyszedł z tego film. Swoją drogą zwróciliście uwagę na sceny erotyczne w obu filmach Zacka Snydera? Napewno. Facet nie jest zbyt twórczy jeśli o to chodzi. Niebieskie światło, lekkie slo-mo i praktycznie te same pozycje. Lena Headley i Malin Akerman przyciągają oko, ale wypadało by zmienić od czasu do czasu ustawienie kamery. Są powody dla których kręci się tyle filmów porno. Po prostu nikt nie chce oglądać drugi raz tego samego.&lt;br /&gt;Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ekranizacja “Strażników” mimo iż była bardzo wierna (czasami tak wierna, że aż przynudzała) nie była idealna. Tak, są zmiany. Tak, Ozymandiasz wyglądał jak wysoka cipka. Tak, nie pokazali wszystkiego. Poczekajmy na wersję reżyserską i wtedy będziemy się kłócić. Na dłuższych “Strażników” czekam równie niecierpliwie co na rozszerzoną edycję “The Incredible Hulk”, bo nowy Hulk był dokłanie tym czego wymagałem od tego filmu – dużo Nortona, mało zielonego Muppeta. A wersja reżyserska ma mieć jeszcze więcej Nortona. Rzekomo jakieś 90 minut więcej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Hulk sprowadza nas z powrotem do głównego tematu – do Wolverine'a. Mimo iż dobrze bawiłem się na filmie pana od “W pustyni i w puszczy” to jednak ciągle rozmyślam co ja na jego miejscu zrobiłbym inaczej, gdybym miał okazję. Do głowy przychodzi mi jedna z ostatnich kreskówek ze stajni Marvela - “Hulk vs Wolverine”. Wyobraźcie sobie ją w wersji fabularnej. Brutalne starcie tych dwóch postaci z Hugh Jackmanem po jednej stronie i Edwardem Nortonem po drugiej. W dodatku, żeby zajebistość rozsadziła salę kinową – w roli drugoplanowej Ryan Reynolds jako Deadpool. Komiksowy, nie ten Barakko-podobny misz-masz, którego wykręcili na potrzeby filmu.&lt;br /&gt;Nie wiem jak wy, ale ja bym się chyba dał pociąć za coś takiego. W grę wchodzą jednak wyłącznie Adamantowe szpony. Trzeba się trochę cenić.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6573904272927502112-1490734590400363019?l=2guys1.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://2guys1.blogspot.com/feeds/1490734590400363019/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2009/05/o-superherosach-i-ich-ciasnych.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/1490734590400363019'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/1490734590400363019'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2009/05/o-superherosach-i-ich-ciasnych.html' title='O superherosach i ich ciasnych rajtuzach.'/><author><name>r. sienicki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10709744623439255157</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_qIDX3YwMOLc/SbVkehBjCFI/AAAAAAAAAag/7C8YZRGeZUY/S220/r.sienicki.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-6573904272927502112.post-4354173830996491652</id><published>2009-04-20T12:26:00.000-07:00</published><updated>2009-04-20T14:12:44.377-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sienicki'/><title type='text'>Co jest nie tak z dzisiejszą młodzieżą?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.nowas.nazwa.pl/belewicz/belewicz/bele01.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 573px; height: 100px;" src="http://www.nowas.nazwa.pl/belewicz/belewicz/bele01.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Długo rozważałem jak rozpocząć ten tekst. Postanowiłem uderzyć wprost. Widziałem wczoraj pełnometrażową wersję serialu “Hannah Montana”. Z doświadczenia wiem, że prędzej czy później musiało się to wydarzyć, gdyż tak skonstruowany jest wszechświat. Wolałem mieć to za sobą już teraz, niż gdyby miał mnie ten film wziąć z zaskoczenia w nieokreślonej przyszłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak to działa. Zupełnym zbiegiem okoliczności przed premierą trzeciej odsłony popularnego młodzieżowego “High School Musical” wpadły mi w łapska dwie pierwsze części. Pech sprawił też, że nie miałem nic lepszego do roboty, więc je obejrzałem. Dałem się też skusić na kinowy seansik “trójki”. Przekonał mnie zwiastun. Ta piękna scena, kiedy przerywają mecz, aby Zac mógł pośpiewać sobie ze swoją dziewczyną. Tak pięknie idiotyczne, że mnie urzekło. Cała seria jest taka, więc bawiłem się przednio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście na “High School Musical” świat się nie kończy i Disney musiał iść za ciosem robiąc “Camp Rock”.  A ja akurat podczas jego telewizyjnej premiery nocowałem na Jankowej kanapie. Usłyszeliśmy zew disney'owskiego musicalu, więc musieliśmy na niego odpowiedzieć. Co ciekawe, tytuł był cholernie mylący, bo produkcja z rockiem nie miała wiele wspólnego. Przez cały film gitara mignęła w trzech scenach, z czego w dwóch była używana. Byli za to Jonas Brothers, o których istnieniu nie miałem pojęcia dopóki później ktoś mi nie napomknął, że oni są teraz super na czasie. Wtedy uświadomiłem sobie, że chyba nie trzymam ręki na pulsie. Z jednej strony to dobrze, bo jak to wielokrotnie powtarzałem – dzisiejsza młodzież to idioci. Z drugiej strony nie chciałem skończyć jak ludzie (nie będę pokazywał palcami), którzy nie wiedzą tak podstawowych rzeczy jak to, że Hannah Montana zanim uderzyła w kina była serialem telewizyjnym (dude, seriously. Come on).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aby nie zostawać daleko w tyle postanowiłem też przyjrzeć się największemu hitowi ostatnich miesięcy - pierwszej części sagi "Zmierzch". Słyszałem o tym jak tylko pojawiła się wiadomość o ekranizacji, gdyż w powietrzu rozległ się pisk nastoletnich fanek. By przekonać się co to dokładnie jest postanowiłem obejrzeć. Zaprosiłem koleżankę do towarzystwa, aby powstrzymała mnie przed zjedzeniem własnej twarzy i abym mógł potem zwalić winę na nią i rozpowiadać ludziom, że obejrzenie tego nie było moim pomysłem. Skoro film ten odniósł taki oszałamiający sukces jest pewne, że z dziejszą młodzieżą jest coś bardzo nie halo. Z autorką oryginału chyba jeszcze bardziej. Wampiry, które w świetle słonecznym zaczynają błyszczeć niczym diament? Może i jestem wychowany w czasach kiedy były to mroczne istoty, jednak jakkolwiek na te ze "Zmierzchu" nie spojrzeć - to wciaż jest kurewsko głupie. Cokolwiek ta kobieta bierze, powinna przestać, bo najwyraźniej jej szkodzi. Film był najgorszym ścierwem jakie widziałem od czasu "Disaster Movie", które swoją drogą też zarobiło na siebie, co wyraźnie pokazuje nam z jakim rodzajem kretynów mamy dziś do czynienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wrócę jednak do początku tekstu, czyli do Hannah Montana. To jeden z tych filmów o którego istnieniu dowiedziałem się, kiedy internet zalała fala plakatów. Lekkie zaskoczenie, bo o istnieniu tego serialu i jego fenomenie wiedziałem od dawna. Nie urodziłem się przecież wczoraj. Nawet widziałem kilka odcinków w telewizji i o dziwo nie była to aż tak fatalna produkcja jak się spodziewałem (a do takich zdążył mnie już przyzwyczaić Disney). Cierpiała jednak na tę samą wadę co wszystkie inne produkcyjniaki fabularne ze studia Myszy Miki – dziecięcy aktorzy. Czy im nie dają jakiegoś aktorskiego przeszkolenia? Wszyscy zdają się grać, jakby uczyli się fachu od Goofy'ego i spółki. Dzieciaki sprawiają wrażenie wyrwanych z animacji, co w rezultacje daje naprawdę drażniący efekt. Mimo to do kina poszedłem. Czy się zawiodłem? Cieżko powiedzieć. Kinowa Hannah była chyba dokładnie tym czego można było oczekiwać po pełnometrażowej wersji serialu o dziewczynie, która za dnia jest normalną uczennicą, a wieczorami super gwiazdą pop. Wiadomo, że w końcu będzie musiała zdecydować, które życie jest dla niej ważniejsze. Znając Disney'owskie wartości – od początku wiemy jak się to skończy. Wszyscy będą radośni, a problemy rozwiążą się szybko i naiwnie. Mili ludzie się cieszą, źli się nawracają, a bardzo źli dostają nauczkę. Na koniec wszyscy zaśpiewają piosenkę. Proste jak pierdolenie. Jednak przyznam się bez większego bicia, że jak nie lubię produkcji familijnych, tak na tej bawiłem się naprawdę nieźle. Prawdopodobnie się starzeję i staję się bardziej wyrozumiały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boję się, że kiedyś, gdy wpadnę do sklepu w stanie lekko wskazującym to wyjdę z niego niosąc w torebce jakąś cześć “High School Musical” czy “Camp Rock”. Pozostaje mi mieć jedynie nadzieję, że będzie to “Hannah Montana. The Movie”. Nie dlatego, że był to najlepszy z wymienionych wcześniej filmów. Po prostu Miley Cyrus mimo swojego wieku ma już naprawdę zajebiście długie nogi. A na nie zawsze miło jest popatrzeć.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/6573904272927502112-4354173830996491652?l=2guys1.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://2guys1.blogspot.com/feeds/4354173830996491652/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2009/04/czemu-ja-to-sobie-robie.html#comment-form' title='Komentarze (28)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/4354173830996491652'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/6573904272927502112/posts/default/4354173830996491652'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://2guys1.blogspot.com/2009/04/czemu-ja-to-sobie-robie.html' title='Co jest nie tak z dzisiejszą młodzieżą?'/><author><name>r. sienicki</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10709744623439255157</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_qIDX3YwMOLc/SbVkehBjCFI/AAAAAAAAAag/7C8YZRGeZUY/S220/r.sienicki.jpg'/></author><thr:total>28</thr:total></entry></feed>
