piątek, 28 stycznia 2011

Nie wszystko gra.

Polskie środowisko komiksowe charakteryzuje się tym, że podczas wszelkich podsumowań nie sposób uniknąć koleżeńskiego poklepywania po plecach. To oczywiście naturalne, że, wyciągnąwszy rękę w tym ciasnym pokoiku oznaczonym tabliczką „polski komiks”, nie sposób nie trafić w plery kogoś znajomego. Co jasne, fakt bliskich relacji nie wpływa jakkolwiek na stanowione werdykty (choć niekiedy prowadzi do ich wstrzymania, ze strachu przed sprawieniem przykrości), czasem jednak, chcąc nie chcąc, kończy się zabawnymi podejrzeniami o tworzenie karteli wydawniczych czy tajnych grup kontrolujących rynek.

Jak często absurdalne i głupie nie byłyby te skojarzenia, muszę stwierdzić, że fakt przebywania w tak hermetycznym otoczeniu generuje pewien rzeczywisty problem. Siedząc w samym środku komiksowej kipieli, pośród gąszczu pleców, nie sposób czasem dojrzeć i docenić tego, co odbywa się poza nim. Tym właśnie sposobem w większości (poza krótkimi tekstami Pałki i Sienickiego) oficjalnych podsumowań 2010 roku zabrakło poważnej wzmianki o jednym z najciekawszych twórców naszego poletka.
Mowa tu o Jakubie Dębskim, szerzej znanym w sieci jako Dem, zaś najszerzej, choć czasem zupełnie anonimowo, jako autor absurdalnych komiksów „duże ilości naraz psów”. Pod szyldem tego właśnie projektu Kuba dokonał w 2010 roku czegoś, co dla większej części komiksowego towarzystwa wydaje się być niemal niewykonalnym. W ciągu niespełna roku zdołał zainteresować sobą tysiące ludzi, których na co dzień nie interesują produkcje pokroju Blankets czy Trzech Cieni. Co więcej, nakłonił część z tej potężnej gromady do wydania pieniędzy na papierową wersję jego komiksów. I to nie byle jaką – pierwszy zeszyt sprzedał się w liczbie, w której drukowane są popularne publikacje Kultury Gniewu, zaś drugi, wychodzący na dniach, cieszy się nie mniejszym powodzeniem. Oprócz tego, sprzedaje też swoje koszulki i przymierza się (eskpertymentalnie) do wprowadzenia do oferty sklepu jednego ze środowiskowych magazynów – w ramach oswajania czytelników z „normalnym” komiksem. Udało mu się dobrze wykorzystać to, co przed nim osiągnęli inni internetowi twórcy, jak au czy koko. Udowodnił nie tylko, że na polskim webkomiksie można zarobić, ale przede wszystkim to, że dużą grupę mitycznych „ludzi spoza” można sobą na poważnie zainteresować, nie posiadając przy tym potężnej machiny promocyjnej.

Dlatego właśnie uważam Dema za komiksiarza 2010 roku. Nie przesiaduje po warszawskich knajpach, nie wymienia uprzejmości z wydawcami, nie przejmuje się tym, co piszą o nim na branżowych portalach (jeśli w ogóle), ale najzwyczajniej w świecie ostro pracuje nad tym, żeby przyciągnąć do siebie jak najwięcej odbiorców. Nawet, jeśli mają być nimi biurwy z ministerstwa transportu.

---------------------------------------------------------
EDIT: jak przewidywałem, tekst wygenerował całkiem porządnego flejma, (łącznie 81 komentarzy) za co wszystkim uczestnikom dziękuję. Niestety, padł on ofiarą drapieżnego socialnetworkingu, przez co jego gros odbył się na moim profilu FB. Nic jednak straconego, ciekawych całości zapraszam tutaj.

Oprócz tego, w całą akcję wkręcił się też Piotrek Nowacki, który umieścił na swoim blogasku komiksowy komentarz.

23 komentarze:

  1. W podsumowaniu Ziniola Dem był.

    OdpowiedzUsuń
  2. "nie przejmuje się tym, co piszą o nim na kolorowych zeszytach (jeśli w ogóle)"

    chodzi o Kolorowe Zeszyty?

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki chłopaki, poprawione.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Sienieckiego"?:) Kamon man, tego gościa mógłbyś poprawnie napisać:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sorki, to przez to że się wyprowadził i już tak często mnie nie odwiedza.

    OdpowiedzUsuń
  6. Drugi po Demie chyba Ojciec Rene :D

    OdpowiedzUsuń
  7. "pierwszy zeszyt sprzedał się w liczbie, w której drukowane są popularne publikacje Kultury Gniewu"

    A w jakiej liczbie drukowane są komiksy KG?

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli dobrze pamiętam, jest to coś w okolicy 800 sztuk, z odchyłami w jedną lub drugą stronę zależnie najpewniej od komiksu. Choć mogę się mylić, jeśli jest inaczej, chętnie przeredaguję (:

    OdpowiedzUsuń
  9. Nakładowi Dema jednak bliżej do połowy nakładu publikacji z KG.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie, żeby to coś zmieniało w wymowie posta.

    OdpowiedzUsuń
  11. W sensie, że Kultura ma 1600 sztuk nakładu?

    OdpowiedzUsuń
  12. Zależy jaki komiks. A Dem ma 800? W podcaście mówił, że pierwsze psy miały 550 a następne będą miały mniej.

    OdpowiedzUsuń
  13. Yup, Dem ma 800, to pewne, świeże dane.

    OdpowiedzUsuń
  14. Makowiec, brawo za ujawnienie tajemnicy handlowej Kultury Gniewu.

    OdpowiedzUsuń
  15. Swoją drogą, to dosyć zabawne, że w pierwszym akapicie zarzucasz środowisku kolesiowatość i niechęć do dostrzegania i nagradzania twórców innych niż własni znajomi, a później sam wychwalasz Dema i mianujesz go komiksiarzem 2010 roku przy wcześniejszej wspomince o jego nadchodzącym eksperymencie z wprowadzeniem do sprzedaży środowiskowego magazynu.

    Bo jak mniemam chodzi o Kolektyw.

    OdpowiedzUsuń
  16. Kolesiowatość i niechęć? Serio? Wybacz, ale nie odpowiadam za Twoje interpretacje. I jeśli uważasz, że napisałem o Demie dlatego, że jest moim kumplem, to, cóż, świadczy to tylko o Twojej wizji świata.

    OdpowiedzUsuń
  17. @"Nie przesiaduje po warszawskich knajpach, nie wymienia uprzejmości z wydawcami, nie przejmuje się tym, co piszą o nim na Kolorowych Zeszytach (jeśli w ogóle), ale najzwyczajniej w świecie ostro pracuje nad tym, żeby swoimi komiksami zainteresować jak najwięcej ludzi"

    Ale wiesz, że kontra którą próbujesz tu zbudować jest, like, z dupy? Jaki wg ciebie istnieje związek z robotą nad komiksem i próbami zainteresowania nim jak największej ilości ludzi z "przesiadywaniem, wymienianiem uprzejmości i śledzeniem Kolorowych"?

    @"Propsy dla dema:]"

    Że sprzedał 800 sztuk komiksu kilkutysięcznej armii "wyznawców" dinp? Hm. Jakby tak z linijką i procencikami do tego przysiąść, to IMHO już tak różowo nie jest. Jest raczej standardowo.

    I żebyśmy się dobrze zrozumieli. Nie dezawuuję niewątpliwego sukcesu Dema (sam w miarę regularnie odwiedzam psy), wcisnął ludziom komiks, udający "niekomiks" (na podobnej zasadzie, jak komiksem nie jest twórczość Raczkowskiego, w potocznym rozumieniu Generała Publicznego to po prostu "śmieszne obrazki" - pisał o tym Biram Ba ostatnio).

    OdpowiedzUsuń
  18. @Śledziu armii wyznawców, na którą sobie bądź co bądź zapracował, a nie dostał w prezencie. Poza tym wiadomo, że nie każdy z tysięcy odwiedzających komiks za darmo jest gotowy za niego zapłacić. 800 sztuk jak na niezależne wydawnictwo sprzedawane ze strony i na konach to imho całkiem zgrabny wynik, który można spropsować.
    Wpis Birama czytałem, zgadza się, że "niekomiksowość" i "śmieszne obrazki" są kluczem.

    OdpowiedzUsuń
  19. @"Śledziu armii wyznawców, na którą sobie bądź co bądź zapracował, a nie dostał w prezencie"

    To chyba oczywiste.

    @"Poza tym wiadomo, że nie każdy z tysięcy odwiedzających komiks za darmo jest gotowy za niego zapłacić"

    Tak, jak nie każdy, który ssie skanowane komiksy z sieci, kupi jego papierowe wydanie.

    "800 sztuk jak na niezależne wydawnictwo sprzedawane ze strony i na konach to imho całkiem zgrabny wynik, który można spropsować"

    Średnio propsuję, bo sprzedawałem 500 sztuk Azbestu w czasach, kiedy "nie było" komórek i internetów. Przypomnę - trzeba było pójść na pocztę, wypełnić kwity, zrobić przelew (choć, rzecz jasna większość nakładu szło na konach, like, 300 sztuk).

    OdpowiedzUsuń
  20. "Średnio propsuję, bo sprzedawałem 500 sztuk Azbestu w czasach, kiedy "nie było" komórek i internetów. Przypomnę - trzeba było pójść na pocztę, wypełnić kwity, zrobić przelew (choć, rzecz jasna większość nakładu szło na konach, like, 300 sztuk)."

    No ja pamiętam te czasy bo sam szedłem na pocztę i wypełniałem kwity, żeby nabyć Azbest:] Ale bardziej porównuję nakład dema do bieżących nakładów zinów i wydawanych własnym sumptem produkcji w naszym komiksowie, które oscylują w granicach 200 - 300 sztuk.

    OdpowiedzUsuń
  21. @"No ja pamiętam te czasy bo sam szedłem na pocztę i wypełniałem kwity, żeby nabyć Azbest"

    M. in. dzięki tobie mieliśmy na osobowy do Łodzi:)

    @"Ale bardziej porównuję nakład dema do bieżących nakładów zinów i wydawanych własnym sumptem produkcji w naszym komiksowie, które oscylują w granicach 200 - 300 sztuk"

    Oczywista. Mnie naprawdę (nie)dziwi ta dychotomia Generała Publicznego. Mleczko, Raczkowski - wielcy artyści, satyrycy, wręcz publicyści a to przeca comics roots of roots.

    Tak samo nazywanie wszystkich filmów animowanych "bajkami".

    Mamy tu poważny problem z nazewnictwem rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  22. "Ale wiesz, że kontra którą próbujesz tu zbudować jest, like, z dupy?"

    Ale ja wiem, to był taki zabieg literacki co by udramatyzować trochę puentę. I podnieść ciśnienie, też.

    OdpowiedzUsuń